Japonia to niewątpliwie kraj o wyjątkowej kulturze, który pod wieloma względami różni się od naszej „szarej polskiej rzeczywistości”. My skupimy się jednak, a jakże, na niezbyt u nas popularnej japońskiej piłce, ponieważ coraz bardziej są tam popularni nasi rodacy, a kolejny z nich niedawno zasilił jeden z tamtejszych klubów.

Mowa o Macieju Krakowiaku, 24-letnim byłym już bramkarzu Stali Rzeszów. Polski golkiper udał się z początkiem roku na testy do grającego na czwartym ligowym poziomie FC Imabari. Jak można się domyślać, wszystko poszło jak należy, a Krakowiak dostał atrakcyjną ofertę, z której postanowił skorzystać.

Do Stali Rzeszów bramkarz dołączył w trakcie rundy jesiennej. Zagrał w zaledwie pięciu meczach, ale zaprezentował się w nich naprawdę solidnie i zebrał dobre recenzje. Gdy pojawiła się propozycja z Japonii postanowił skorzystać z zapisu w kontrakcie, zgodnie z którym Stal obiecała nie robić problemów przy otrzymaniu korzystnej oferty za zawodnika. W przeszłości Krakowiak strzegł dostępu do bramki m. in. GKS-u Bełchatów, Odry Opole czy Widzewa Łódź, z którym występował w Ekstraklasie. Lwią część dotychczasowej kariery spędził jednak na zapleczu najwyższej klasy rozgrywkowej. Teraz będzie starał się rozwinąć skrzydła w Kraju Kwitnącej Wiśni.

Kierunek, jaki obrał 24-latek, może wydawać się dziwny. Wszakże w czym polska czwarta klasa rozgrywkowa ustępuje swojej japońskiej odpowiedniczce (no, może poza pieniędzmi). Krakowiak zmierza jednak nieco przetartym już szlakiem, ponieważ od dwóch lat w Japonii z powodzeniem gra rodak Macieja, również bramkarz, Krzysztof Kamiński. Rok starszy kolega może być wzorem dla nowego nabytku FC Imrabi. Kamiński w styczniu 2015 r. przeszedł z Ruchu Chorzów do Júbilo Iwata, klubu, który występował w drugiej lidze. Już w pierwszym sezonie wraz z kolegami z drużyny zdołał jednak awansować do J-League, stając się przy tym filarem drużyny i otrzymując od kibiców Júbilo tytuł MVP sezonu. Pokochali go zresztą na tyle, że ułożyli dla niego polskojęzyczną przyśpiewkę.

Drugi sezon w wykonaniu Kamińskiego był już mniej udany. Z powodu kontuzji przegapił aż 23 spotkania, ale po powrocie do składu znów był jednym z filarów drużyny. Obecnie nasz rodak przygotowuje się do rozegrania trzeciego sezonu w barwach Júbilo Iwaty.

Dobre występy Polaka zrobiły w Japonii świetną reklamę naszym zawodnikom i być może pomogły otworzyć drzwi do Kraju Kwitnącej Wiśni przed Krakowiakiem. Dzięki byłemu bramkarzowi Ruchu do Japonii trafił już także… jego starszy brat, grający na obronie Radosław Kamiński. W wakacje 2015 roku postanowił odwiedzić Maćka w Japonii i przy okazji udać się na miesiąc miodowy z żoną. Będąc na miejscu spontanicznie załatwił sobie testy w drużynie Fujieda MYFC, a po ich przejściu dostał propozycję kontraktu. Tak oto zmienił trzecioligowy Świt Nowy Dwór Mazowiecki na trzecią ligę japońską. Do Świtu wrócił jednak pół roku później, gdyż w nowym klubie nie mógł liczyć na częstą grę.

Przed Kamińskimi kariery na wyspach leżących na Morzu Japońskim w przeszłości szukali też inni polscy zawodnicy. Niektórzy z nich mają w papierach nawet występy w reprezentacji. Najlepszym przykładem jest Tomasz Frankowski, który trafił do Japonii na całe… dwa miesiące. Tyle trwało jego wypożyczenie do klubu Nagoya Grampus, którego trenerem był wtedy sam Arsene Wenger. W Japonii występował także polski obieżyświat Andrzej Kubica, który był zawodnikiem dwóch klubów: Urawa Reds oraz Oita Trinita. W tym samym czasie w Kyoto Purple Sanga przebywał Piotr Sowisz. Listę polskich graczy grających w Kraju Kwitnącej Wiśni zamyka dobrze znany Piotr Świerczewski, były gracz Gamby Osaka. Warto także zaznaczyć, że także nasi sędziowie w ramach polsko-japońskiej wymiany biegali po azjatyckich boiskach.

Mieliśmy już w Polsce modę na Izraelczyków, którą zapoczątkował transfer Maora Meliksona, a później każdy klub chciał mieć w kadrze rodaka zawodnika Wisły. Tak oto do Meliksona w Krakowie dołączył Dudu Biton, do Legii trafił Moshe Ohayon i Tamir Kahlon, do Cracovii Gil Blumstein, do Podbeskidzia Liran Cohen i Liad Elmaliach, a do Górnika Zabrze Idana Shriki. Wypaliły jednak tylko te wiślackie transfery. Na boiskach ekstraklasy panowała także moda na Japończyków, gdy na boiskach polskiej ekstraklasy kopali futbolówkę m.in. Ikegami, Murayama i Akahoshi. Czyżby teraz role się odwróciły i to w Kraju Kwitnącej Wiśni rozkwitła moda na Polaków?