Reprezentacja Słowacji w piłce nożnej potrafi czasem coś odpieprzyć, zupełnie niespodziewanie. Bywa pozytywnie – czasami wyjdzie im jakieś spotkanie (z Hiszpanią). Czasami dzięki cudownej końcówce, zdobędą awans na mundial (jak z Polską). Ale za  to innym razem… zdarzy im się „wpadka”, którą trudno wytłumaczyć. I z której trudno się nie śmiać.

Na szczęście dla kibiców ekipy zza naszej południowej granicy, wspomniane niespodzianki pozytywne przytrafiają się w meczach ważnych. Tragiczne spotkania rozgrywają zaś zazwyczaj wtedy, gdy wychodzą mocno eksperymentalną kadrą, złożoną głównie z ligowców. Takim właśnie składem w listopadzie 2013 pojechali do portugalskiego Faro, aby na Estadio Algarve zmierzyć się z raczkującą dopiero reprezentacją Gibraltaru. Mimo iż był to dopiero pierwszy oficjalny mecz ekipy z minipaństewka, to doszło do sensacji. Przez 90 minut Jendrisek (tak, ten z Cracovii) i spółka nie potrafili bowiem sforsować defensywy rywali i ostatecznie… zremisowali 0:0. Słowackie media pisały wówczas „hańba!”.

Co dzieje się więc teraz? Tym razem Słowacy w zestawieniu niemal wyłącznie ligowym, zmierzyli się z Ugandą, która znajduje się w tym momencie na ostatniej prostej przygotowań do startu w Pucharze Narodów Afryki. W pierwszym składzie na murawę wyszli dwaj ekstraklasowicze – Martin Bukata (Piast Gliwice) oraz Roman Gergel (Termalica Bruk-Bet Nieciecza). I choć obaj zagrali po 70 minut, trudno mówić o tym, żeby mogli wywrzeć dobre wrażenie – tak jak zresztą cały skład Słowaków. We wspomnianej 70 minucie na boisku pojawił się David Guba, który ma obecnie przyjemność reprezentować barwy Termaliki Nieciecza. Na ławce rezerwowych pozostał natomiast inni zawodnik „Słoni” Patrik Misak.

Już w pierwszych minutach Moses Oloya wyprowadził Ugandę na prowadzenie. Kilkanaście minut później wciąż utrzymywała się przewaga afrykańskiej ekipy, a piłkarz Standardu Liege – Farouk Miya podwyższył prowadzenie zespołu z „Czarnego Lądu”. Dzięki tym bramkom po pierwszej połowie to Uganda prowadziła 2:0. W drugiej części spotkania doczekaliśmy się odpowiedzi. Ale mimo, iż trafił Vavro, szybko naszych południowych sąsiadów na ziemię sprowadził Messa. To Uganda wygrała mecz 3:1 i w dobrych nastrojach pojedzie na PNA.

Słowacja zaś… notuje kolejną gigantyczną wtopę. Fakt, może nie służą im po prostu podróże o tej porze roku? A może ich reprezentacja w takim składzie nie  jest po prostu w stanie ugrać nic więcej? Tak czy inaczej, na pewno znowu słowa „wstyd” i „hańba” będą przewijały się w ich kontekście.

Szansa na rehabilitację za niedzielną kompromitującą porażkę już w czwartek. Rywalem Słowaków będzie wtedy kadra Szwecji. Łatwo chyba nie będzie!

Dawid Brilowski