Był najmłodszym piłkarzem Pogoni Szczecin, który kiedykolwiek zagrał w Ekstraklasie. Po zaledwie ośmiu występach stwierdził, że w Polsce niczego się już nie nauczy i skorzystał z oferty obecnego niemieckiego beniaminka, wówczas grającego jeszcze w 2. Bundeslidze. Jego słowa wyśmiano, a dziennikarze wróżyli mu rychły powrót z podkulonym ogonem. Wczoraj Kamil Wojtkowski zadebiutował w pierwszej drużynie rewelacji Bundesligi w sparingowym spotkaniu z Ajaxem Amsterdam. Już od listopada młody pomocnik trenuje z najlepszymi graczami beniaminka, a obecnie wraz z wiceliderem ligi naszych zachodnich sąsiadów przygotowuje się do powrotu rozgrywek.

Niespełna 19-letni piłkarz jest zdecydowanie wyróżniającym się zawodnikiem juniorskiej drużyny ekipy z Lipska (nie mylić z ekipą Lipskiego z „Kilera”). W rundzie jesiennej wszystkie mecze grał niemal od dechy do dechy, strzelając aż pięć bramek. Dobra forma Wojtkowskiego została szybko zauważona przez trenera seniorskiego teamu Ralpha Hasenhüttla, który od listopada włączył młodego Polaka do treningów pierwszej drużyny. Teraz, kiedy nasz pomocnik zaliczył już sparingowy występ, pozostaje mu dalej konsekwentnie pracować, z nadzieją, że już niedługo zapozna się z boiskami Bundesligi. Jego dyspozycja nie mogła oczywiście ujść uwadze Rafała Janasa, który do niedawna prowadził polską kadrę U19. Wojtkowski zagrał we wszystkich trzech spotkaniach eliminacyjnych do ME i zdobył w nich dwie bramki, obie w wygranym 4-0 spotkaniu z Macedonią.

W szeregach RB Lipsk nie jest on jednak osamotniony. W drużynie U19 wraz z nim gra inny Polak, Przemysław Płacheta. Ofensywnego zawodnika niemiecki klub także wypatrzył w letnim okienku transferowym 2015 roku. Grający wówczas w Polonii Warszawa piłkarz dotarł ze swoim klubem do finału rozgrywek Centralnej Ligi Juniorów, gdzie dopiero w rzutach karnych ulegli Lechowi Poznań. Podobnie jak Wojtkowski, Przemek regularnie gra dla drużyny U19, lecz na treningi z pierwszym zespołem niemieckiego beniaminka musi jeszcze poczekać.

Wróćmy jednak do Kamila Wojtkowskiego, o którym mogliście słyszeć już wcześniej z dwóch powodów: po pierwsze, jak napisaliśmy wyżej, był on najmłodszym graczem Pogoni w rozgrywkach Ekstraklasy. W chwili debiutu w meczu z Jagiellonią pomocnik liczył sobie 16 lat i 234 dni. Ogółem w sezonie 2014/15 zagrał w ośmiu spotkaniach, z czego dwa razy wychodził na plac gry w pierwszej jedenastce. Czuć było, że obiecujący zawodnik cieszy się zaufaniem Czesława Michniewicza, lecz… Pogoni nie udało się wygrać żadnego spotkania, w którym na boisku pojawił się Wojtkowski. Może właśnie to zadecydowało, że szczeciński klub bez żalu oddał go w ręce niemieckich bogaczy?

Po drugie: zanim trafił do Pogoni szerokim echem – jak na zaledwie 15-latka – odbiło się jego odejście z Legii. Zwłaszcza, że w sprawę zamieszany był Marek Jóźwiak, zwolniony przez klub z Łazienkowskiej oraz pracujący dla agencji QFactor, która próbowała wytransferować Wojtkowskiego do Fulham. Problem leżał jednak w tym, że przepisy FIFA zabraniają międzynarodowych transferów chłopców, którzy nie ukończyli jeszcze szesnastego roku życia. Według informacji portalu Weszło Legia latem 2013 roku odrzuciła wysłane przez londyński klub zaproszenie na testy, lecz to nie zniechęciło agencji QFactor – jej działacze wysłali chłopaka do Londynu, czego dowodem miała być zamieszczona przez samego zawodnika fotka na Facebooku.

W całej sprawie sprzeczne treści płyną z każdego z trzech obozów: Legii, agencji oraz Fulham. Wersja wyspiarzy utrzymuje, że przygoda Wojtkowskiego z brytyjskim klubem skończyła się w momencie, gdy ten podczas jednego z sparingów… naubliżał angielskiemu trenerowi. Jeżeli informacja jest zgodna z prawdą, to wraz z buńczucznymi słowami, jakoby w Polsce nie mógł się już niczego nauczyć, wyłania się nam całkiem niezły charakterek młodego chłopaka. Bezczelny, pewny siebie – to w futbolu mieszanka wybuchowa, mogąca zaprowadzić cię zarówno na szczyt, jak i na samo dno.

Nic dziwnego, że po akcji z wyjazdem do stolicy Anglii Legia nie miała większych oporów z oddaniem Kamila do Pogoni Szczecin. Oddaniem właściwie za darmo, bo ciężko mówić, by mistrz Polski zarobił na transferze, w ramach którego dostał zaledwie… 7 tysięcy złotych jako ekwiwalent za dotychczasowe wyszkolenie. Kwota ustalona była przez organy PZPN-u.

Mamy więc do czynienia z niewątpliwym talentem, na miarę – kto wie – może i Bartosza Kapustki. Obaj grają wszak w młodzieżowych drużynach rewelacji swoich lig, trenując wraz z pierwszym zespołem. Mamy do czynienia z chłopakiem pewnym siebie i w swoich decyzjach zdecydowanym, o czym świadczy upór, z jakim chciał kontynuować przygodę z piłką poza granicami kraju. Ciężko przepowiedzieć dalsze losy młodego Wojtkowskiego, gdyż piękno futbolu tkwi w jego nieprzewidywalności, ale będziemy z uwagą śledzić kolejne poczynania naszego talentu, bo coś mówi nam, że wszyscy nie raz i nie dwa jeszcze o nim usłyszymy. Oby tylko w pozytywnym kontekście.

Wojciech Górski