Polski Neuer – Jakub Wrąbel

Zdaniem wielu podobieństwo fizyczne bramkarza Śląska Wrocław do Manuela Neuera jest uderzające. Obaj mierzą około 193-194 cm wzrostu, obaj nie boją się grać daleko od linii bramkowej. Młodzieżowy reprezentant Polski cechuje się spokojem i zdecydowaniem w swoich interwencjach. Czy to nie charakterystyka gry golkipera Bayernu? Wobec problemów Bartłomieja Drągowskiego ze zdrowiem i grą w Fiorentinie, Jakub Wrąbel jest głównym kandydatem do występów w pierwszym składzie naszej reprezentacji młodzieżowej w tegorocznych mistrzostwach Europy U-21 rozgrywanych na polskich stadionach. Obecnie zbiera doświadczenie na wypożyczeniu w Olimpii Grudziądz, ale ma już za sobą kilka spotkań na szczeblu Ekstraklasy.

Chorzowski Figo – Filip Starzyński

Pomocnik Zagłębia Lubin chyba może być rad, że nie jest zawodnikiem tak medialnym jak ten, do którego się go porównuje. Nie wiemy jak były zawodnik Ruchu, który otwarcie przyznaje, że jest bardzo nieśmiały poradziłby sobie z taką popularnością, z jaką swego czasu musiał się zmierzyć Portugalczyk. Przydomek „Figo” nadali mu koledzy w Ruchu Chorzów za sprawą znakomitych podań, które w slangu telewizyjnych komentatorów często są nazywane jako „magic touch”. Starzyński kariery w Lokeren nie zrobił, prawdopodobnie to właśnie „głowa” odegrała tutaj największą rolę. Mimo wszystko cieszymy się, że możemy go oglądać na krajowym podwórku.

Polski Hoewedes – Artur Jędrzejczyk

Chyba nie musimy mocno zagłębiać się w genezę tej ksywy? Stawiamy dolary przeciwko orzechom, że jako pierwszy tej frazy użył Tomasz Hajto. Nowy/stary nabytek Legii Warszawa ma z reprezentantem Niemiec faktycznie dużo wspólnego. Przez długi czas Jędrzejczyk był prawonożnym, środkowym obrońcą, który… pełnię możliwości pokazywał, kiedy ustawiano go na lewej stronie defensywy. Obaj piłkarze charakteryzują się dużą uniwersalnością i ponadprzeciętną grą w powietrzu. Patrząc na ostatnie miesiące w wykonaniu „Jędzy”, nie jesteśmy przekonani, czy to aby nie Hoewedes powinien być nazywany niemieckim Jędrzejczykiem.

Polski Messi – Michał Janota

Porównania do słynnego Argentyńczyka chyba bardzo zaszkodziły 26-latkowi, który w latach juniorskich trenował w szkółce Feyenoordu Rotterdam. Ba, zaliczył nawet kilka występów w seniorskim zespole. Zawodnik reprezentujący obecnie Podbeskidzie najwyraźniej myślał, że sam fakt przyjazdu do Polski z Holandii spowoduje, że kolokwialnie mówiąc „wciągnie tę ligę nosem”. Początki w Koronie nie były najgorsze, Janota pokazywał „to coś”, co w pewien sposób uzasadniało porównania do piłkarza Barcelony. Kilka tygodni temu, Georginio Wijnaldum pytał młodego bramkarza Liverpoolu Kamila Grabarę o polskiego Messiego, wspominając go jako zawodnika wyjątkowo dobrego technicznie. Jakież musiało być jego zdziwienie, gdy usłyszał że gra jedynie na zapleczu Ekstraklasy…

Polski Gerrard – Daniel Brud

Wielką krzywdę wyrządził Robert Maaskant, nazywając młodego wówczas piłkarza Wisły polskim Stevenem Gerrardem. Chyba tylko fakt występowania w klubie, w którym zbierało się pierwsze szlify i boiskowa pozycja były czynnikami, które łączyły legendę Liverpoolu i wychowanka Wisły Kraków. Pseudonim jaki do niego przylgnął ciągnął się za nim przez długie lata i stał się tematem niewybrednych żartów. Oczywiście Brud nie posiadał potencjału aby zajść równie wysoko co Anglik, ale nadal szokuje, że 27-latek występuje obecnie w… Jutrzence Giebułtów. Chyba do końca życia będzie wspominać, że udało mu się zagrać w pierwszym składzie „Białej Gwiazdy” z Fulham na Craven Cottage.

Ząbkowski Messi – Robert Chwastek

Brzmi przezabawnie, ale to niestety kolejny piłkarz, któremu porównania do Messiego mogły przeszkodzić w zrobieniu poważniejszej kariery. O jego umiejętnościach z szacunkiem wypowiada się były szkoleniowiec Dolcanu Robert Podoliński, a jego kolega z ekipy Damian Jaroń wspomina go jako piłkarza z dużym talentem i niesamowitym przyśpieszeniem. Teoretycznie były więc podstawy, by choćby na naszym podwórku coś osiągnął. 28-letni dziś piłkarz ma za sobą dwa występy w Ekstraklasie dla „Niebieskich”, które były pokłosiem dobrej formy prezentowanej w Ząbkach. Obecnie kopie w Gryfie Wejherowo, a szansa na karierę przez duże „K” przepadła bezpowrotnie.

Platini z Wodzisławia – Ryszard Wieczorek

W czasach gry w Wodzisławiu Śląskim podobnym przydomkiem był określany Ryszard Wieczorek. Jego twórcą był trener Marcin Bochynek, który pod wpływem chwili użył tej frazy po bramce strzelonej przez jego pomocnika z rzutu wolnego przeciwko Sokołowi Tychy. Cóż, Ryszard Wieczorek wielkiej kariery nie zrobił, a młodszym kibicom kojarzy się głównie jako szkoleniowiec Korony Kielce, Górnika Zabrze czy Piasta Gliwice. Zasadność porównań do wielkiego Francuza wielce wątpliwa.

Polski Hummels – Paweł Dawidowicz

Jak widać Polacy z lubością porównują swoich rodaków do piłkarzy zza zachodniej granicy. Wiele pochlebstw pod swoim adresem mógł usłyszeć Paweł Dawidowicz. Umiejętność rozgrywania piłki od tyłu, opanowanie i dobry przerzut pozwoliły go nazwać naszym rodzimym fachowcom polskim Hummelsem. Mamy nadzieję, że te porównania nie spowodują, że Dawidowicz powtórzy casus kilku swoich kolegów, którym podobne analogie wyraźnie ciążyły. Wciąż bardzo młody piłkarz próbuje na ten moment podbić 2. Bundesligę. Póki co czyni to z różnym skutkiem, gdyż dobre mecze przeplata spotkaniami z bardzo spektakularnymi pomyłkami.

Biały Lukaku – Vladislavs Gutkovskis

No dobra, to nie Polak, ale jednak piłkarz dosyć dobrze nam znany za sprawą występów w Ekstraklasie. Nadany mu przydomek jest efektem dobrej gry Łotysza w pierwszych kolejkach trwającego sezonu Ekstraklasy w barwach Bruk-Bet Termaliki Nieciecza. Dobra gra głową i siła fizyczna to atuty, który pozwoliły snuć porównania do słynnego Belga. Druga połowa rundy jesiennej była w jego wykonaniu dużo słabsza, więc aby być poważnie zestawianym ze snajperem Evertonu musi popracować nad regularnością w zdobywaniu bramek.

Gerard Bieszczad czyli… Gerard Bieszczad

Mianem „Maradony Karpat” nazywano kiedyś wspaniałego rumuńskiego rozgrywającego Gheorghe Hagiego. Kiedy kilka lat temu oczom kibiców Wisły Kraków ukazały się nagłówki „Gerard Bieszczad testowany przez Białą Gwiazdę” wielu nerwowo klikało, z ciekawością czekając na to, kto okaże się potencjalnym, nowym ofensywnym pomocnikiem krakowian. Mało znany bramkarz okazał się na tyle utalentowany, by na pewien czas zakotwiczyć przy Reymonta, choć mamy wrażenie, że jego personalia nawet mimo dobrych występów w starciach pucharowych jeszcze długo były obiektami szyderstw. Obecnie, 23-latek jest podstawowym golkiperem Bytovii Bytów i niewykluczone, że jeszcze zobaczymy go w Ekstraklasie.

Przykładów jest jeszcze wiele, choćby Messi z Siedlec czyli Jacek Kiełb. Przypomina Wam się ktoś jeszcze?