Już za kilka miesięcy, bo na przełomie kwietnia i maja, na odległych Bahamach, odbędą się Mistrzostwa Świata w beach soccerze. Pojadą na nie reprezentanci Polski. Gdzie można spotkać ich teraz, gdy na plaży leży śnieg, a temperatura absolutnie nie pozwala zdjąć butów? Otóż – na turnieju halowym. Podczas Amber Cup, w Ergo Arenie, z kapitanem reprezentacji Polski w piłce nożnej plażowej – Bogusławem Saganowskim – rozmawiał nasz wysłannik.

Piłka nożna plażowa nie jest najpopularniejszą dyscypliną w naszym kraju. Cieszy się Pan z powodu braku presji czy jednak ubolewa Pan nad tym?

Bogusław Saganowski: Myślę, że jak jest presja, to jest fajnie. Jak się ludzie interesują, też jest bardzo fajnie. Kiedy ma się świadomość, że ktoś na to patrzy, tym bardziej chce się pracować. Ubolewam nad tym, że ten sport w Polsce jest tak niszowym.

Dziś gracie w hali (wywiad został przeprowadzony podczas halowego turnieju Amber Cup). To jednak trochę inaczej niż zazwyczaj, bo w butach, inną piłką. Duża jest różnica między piłką halową a plażową?

Bogusław Saganowski: Nie, ja myślę, że dużo się nie różni. Głównie tym, że jest tutaj równo i więcej gra się dołem, niż górą. Na pewno też przeciwnicy nas trochę zaskoczyli. Powiem szczerze, że nie spodziewałem się, że można tak twardo grać na takim fajnym turnieju. Sędzia moim zdaniem powinien wyrzucić ze dwóch zawodników Chojniczanki. Dziś jesteśmy tu dla ludzi, żeby zobaczyli jak gramy, a nie po to, żeby pokazywać kto jest silniejszy. Oczywiście, wszyscy chcą wygrać, ale czasem trzeba nogę cofnąć, żeby sobie nie zrobić krzywdy. A ja dostałem dwa razy tak, że mogło się to skończyć źle.

Chciałem odejść jednak od tematu dzisiejszego dnia, a przejść na plażę. Ciekawi mnie jak trenujecie w takie dni jak dziś. Plaża jest przecież niedostępna. Macie gdzieś stworzone jakieś „plażowe” warunki, czy trening odbywa się na hali?

Bogusław Saganowski: Nie, nie. Ja bym sobie życzył, żeby sztuczne warunki były stworzone, żebyśmy mogli trenować w hali. Nie mamy na ten moment ani żadnej hali do trenowania, ani sztucznych warunków. Czekamy tylko na to, aż będziemy mogli znowu zdjąć te buty i pokazać się na plaży i przypomnieć sobie jak się biega na plaży, potrenować. Warunki mamy, jakie mamy. Jak zauważyliśmy wcześniej – jest to sport niszowy i PZPN nie kładzie na niego zbyt dużo pieniędzy. Hali więc nie mamy, trenujemy sami. Sami się przygotowujemy, głównie w klubach. No i tak jak powiedziałem – poważny trening głównie jak jest ciepło. A teraz bawimy się właśnie w takich turniejach.

W tym roku jedzie Pan na Mistrzostwa Świata. Był Pan też już na Mundialu w roku 2006. W Brazylii, na Copacabanie. Tam zabrakło Wam bardzo niewiele do wyjścia z grupy – tak naprawdę jednej bramki. Ale przy tym zanotowaliście świetny mecz z Japonią, wygrany 8:5. Była także okazja zmierzenia się z kosmiczną wówczas Brazylią. Jak teraz zapatruje się Pan na ten turniej?

Bogusław Saganowski: To czy ja pojadę na Bahamy, zależy tylko od trenera i ode mnie – od tego, jak się przygotuję. Ja na pewno przygotuję się jak najlepiej i będę do jego dyspozycji. Jeśli dostanę powołanie, to pojadę. Co do mistrzostw – na pewno jest to bardzo fajne przeżycie, zagrać przy 10 000 osób na otwarcie mistrzostw z Brazylią. Fakt, że przegraliśmy 3:9, ale na pewno był to mecz, który zapadnie mi głęboko w pamięci.

Brazylia była wtedy drużyną rządzącą niepodzielnie na świecie. Teraz tytułu będzie bronić Portugalia, która raczej nie jest tak kosmiczną drużyną.

Bogusław Saganowski: Rzeczywiście nie. Teraz to się zmienia. Przez dwa lata Mistrzem Świata była reprezentacja Rosji, teraz jest Portugalia. Zrobili fajny team, bardzo długo ze sobą grają i to właśnie im zaprocentowało. Myślę jednak, że na pewno jest w zasięgu Polski, jeśli się dobrze przygotujemy.

Dobrze, że wspomniał Pan o Rosji. W eliminacjach do MŚ nie mieliście okazji zagrać bezpośrednio z Portugalią, aczkolwiek Wy eliminacje wygraliście, Portugalczycy zajęli trzecie miejsce. Z Rosjanami za to graliście, podobnie jak z Ukraińcami. W obu meczach – zwycięstwa. Czujecie moc?

Bogusław Saganowski: No tak! Wtedy było po całym sezonie, byliśmy w gazie, byliśmy dobrze przygotowani i przyzwyczajeni do piachu – to zaprocentowało. Mam nadzieję, że w tym roku będzie tak samo i zaprocentuje to, że dobrze przygotujemy się do Mistrzostw Świata.

Mistrzostwa Świata odbędą się na przełomie kwietnia i maja na Bahamach. Losowanie grup dopiero przed nami. Są takie zespoły, których chcielibyście uniknąć w grupie?

Bogusław Saganowski: Na pewno nie chcielibyśmy grać z Brazylią. Graliśmy z nimi w Dubaju i trzeba powiedzieć, że jest tam ogromny potencjał u każdego zawodnika. Każdy zawodnik może wygrać w pojedynkę mecz. Więc na pewno to na nich nie chcielibyśmy trafić. A co do reszty – myślę, że ani my ich nie znamy, ani oni nas. Nie ma więc czegoś takiego, żebyśmy się obawiali jakichś zespołów. Po to się jedzie, żeby grać z każdym. I nawet jak trafimy na tą Brazylię, to będziemy chcieli grać jak równy z równym.

Wspomniał Pan o Pucharze Interkontynentalnym w Dubaju. Pojechaliście tam w zestawie ośmiu najlepszych drużyn na świecie i zaprezentowaliście się naprawdę dobrze [5. miejsce]. Jadąc tam zakładaliście, że będzie tak dobry wynik?

Bogusław Saganowski: Myślę, że być może byłoby jeszcze lepiej, gdybyśmy pojechali wcześniej, gdybyśmy byli w trybie meczowym. A tak mieliśmy półtora miesiąca przerwy w momencie, gdy dostaliśmy zaproszenie na turniej w Dubaju. Skorzystaliśmy z tego zaproszenia i według nas – tak jak Pan powiedział – bardzo dobrze wypadliśmy.

Było wysokie miejsce w Pucharze Kontynentalnym, teraz przed nami MŚ. Jaki cel na nie?

Bogusław Saganowski: Po pierwsze – dla mnie cel jest taki, żeby się załapać na Bahamy. Żeby trener mnie widział w tej drużynie, w tej czternastce, którą zabierze. No a cel tam jaki? Jak najwyższe miejsce. Na początek – wyjść z grupy, a potem zajść jak najdalej, zająć jak najwyższe miejsce.

rozmawiał: Dawid Brilowski

fot: beachsoccer.com