Jak to jest w końcu z tą naszą piłką? Jesteśmy poważną reprezentacją czy wesołą ekipą, śpiewającą kawałki Akcentu w szatni, a po meczu relaksującą się kilkoma piwkami? Jesteśmy ligą, która chce liczyć się w Europie czy zbiorem przypadkowych drużyn, nad którymi czuwa zabetonowana związkowa mafia? Chcemy być pełnoprawnymi uczestnikami Ligi Mistrzów, czy jednak czujemy, że ten bankiet nie jest na naszą kieszeń? Sporo w ostatnim czasie było podsumowań tego, co w polskiej piłce dobre – i słusznie, był to bowiem udany rok. Nie wolno jednak zapominać o drugiej, brzydkiej stronie naszego futbolu. Przedstawiamy Wam dwanaście najbardziej patologicznych sytuacji 2016 roku w polskiej piłce:

1. Jakub Meresiński właścicielem Wisły Kraków – przejęcie „Białej Gwiazdy” przez duet Citko-Meresiński mogło zakończyć się tragedią dla utytułowanego zespołu. Po niemal dwudziestu latach rządów Bogusław Cupiał opuścił klub, a ten od razu dostał się w niepowołane ręce. Dziennikarze bardzo szybko prześwietlili nowego właściciela i okazało się, że był on skazany za podrobienie świadectwa maturalnego oraz postawiono mu zarzuty w związku z wyłudzaniem podatku VAT na ogromną skalę. Meresiński jako właściciel nie wytrzymał zbyt długo i już pod koniec sierpnia pozbyto się go z klubu.

2. Besnik Hasi trenerem Legii Warszawa – dramatycznie wyglądała Legia pod wodzą Albańczyka. Zdarza się oczywiście, że zespół notuje słabszą serię, ale drużyna z Łazienkowskiej wyglądała tak, jakby za wszelką cenę chciała pozbyć się Hasiego z ławki trenerskiej. Pięć zwycięstw, sześć remisów i aż siedem porażek, w tym pucharowa przegrana z Górnikiem, kilka ligowych blamaży i totalna kompromitacja z BVB. Gdyby nie zmiana trenera, to ugranie przez Legii punktu w LM graniczyłoby z cudem.

3. UEFA zamyka stadion Legii na mecz z Realem – jeśli jesteśmy już przy europejskiej przygodzie Legii to bezwzględnie trzeba wspomnieć o klęsce jeszcze większej niż ta boiskowa. Patologią nie jest tu oczywiście decyzja UEFA, a zachowanie warszawskich kiboli, których podczas pojedynku z Borussią zamiast wspierania drużyny zajmowały walki ze stewardami i demolowanie własnego stadionu. W konsekwencji legendarny domowy pojedynek z Realem odbył się bez udziału publiczności.

4. Całokształt funkcjonowania Ruchu Chorzów – podwójne umowy dla zawodników, nieuregulowane zaległości, osiem karnych punktów i przywrócenie zakazu transferowego. Mało? Gdyby nie olbrzymia pomoc miasta to klubu już dawno nie oglądalibyśmy na ekstraklasowych boiskach. Co gorsza, zespół notuje również naprawdę słabe wyniki na boisku. Wydaje się, że wszystko co złe skumulowało się ostatnio w Chorzowie. Na tę chwilę „Niebiescy” pędzą w kierunku niższych lig, ale zdarzyć może się dosłownie wszystko. To w końcu Ekstraklasa.

5. Senegalczycy przejmują Koronę Kielce – w mediach pojawiły się informacje o afrykańskim inwestorze, w Kielcach pojawili się czarnoskórzy panowie biznesmeni. Jedynie na klubowe konto nie dotarł żaden przelew.

6. Afera alkoholowa w kadrze – jasne, dla naszej reprezentacji był to rok wybitny. Blask sukcesów nie może jednak przesłonić nam tego, co kryje się w ich cieniu. Wiemy, że i lepsi niż nasi piłkarze lubią wychylić kielicha, bo przecież zawodnik to też człowiek, ale na wszystko jest pora – myśleliśmy, że czasy, kiedy zgrupowanie kadry przypominało firmowy wyjazd integracyjny już dawno się skończyły i wolelibyśmy więcej nie słyszeć o alkoholowych ekscesach w wykonaniu reprezentantów Polski.

7. Komisja Ligi rozwiązuje kontrakt Cierzniaka i jednocześnie ma gdzieś Filipa Modelskiego. Na początku marca komisja zdecydowała się przychylić do wniosku Cierzniaka i rozwiązać jego kontrakt z Wisłą z winy klubu. Swoją decyzję argumentowała brakiem – gwarantowanej w umowie – możliwości sportowego rozwoju bramkarza. Dwa tygodnie wcześniej podobny wniosek do komisji złożył Filip Modelski, z tym że jego sprawę czekał inny finał. Izba ds. Rozwiązywania Sporów Sportowych przy PZPN uznała, że decyzja o przesunięciu zawodnika do rezerw miała podłoże czysto sportowe, a nie jak twierdzi piłkarz, była karą za brak przedłużenia kontraktu. Sprawa dość kontrowersyjna i dzieląca kibiców na dwa obozy: tych, którzy uważają, że nie można porównywać obu sytuacji oraz drugich, dla których decyzja komisji jest skandalem.

8. Frekwencja na meczach Śląska Wrocław – choć średnia frekwencja na wrocławskim stadionie nie jest najniższa w Ekstraklasie, to żaden inny stadion nie świeci pustkami w podobny sposób. Obiekt regularnie zapełniony jest jedynie w jednej czwartej jego wielkości! Mogący pomieścić ponad 40 tysięcy ludzi stadion gości średnio około dziewięciu tysięcy widzów. To ponad połowę mniej niż w sezonie 2011/12, kiedy to na Śląsk regularnie chodziło powyżej dwudziestu tysięcy osób.

9. Podbeskidzie świętuje awans do czołowej „ósemki”, po czym… żegna się z Ekstraklasą – przypomnijmy raz jeszcze: Lechia najpierw złożyła odwołanie w sprawie odebrania punktu przez Komisję Licencyjną PZPN do Trybunału Arbitrażowego przy PKOl, co dało Podbeskidziu miejsce w grupie mistrzowskiej. Nim w Bielsku-Białej na dobre rozpoczęli świętowanie, Lechia wniosek wycofała, co spowodowało, że do górnej połówki tabeli kosztem „Górali” wskoczył chorzowski Ruch. Podłamane Podbeskidzie trafiło do grupy spadkowej i nie wygrało w niej ani jednego spotkania, co poskutkowało pożegnaniem z Ekstraklasą.

10. Transfer Steevena Langila do mistrza Polski – jasne, każdemu może zdarzyć się niewypał transferowy. Pożytek z Langila Legia ma podobny co z Aleksandrowa, a jednak do Bułgara nie przyczepiamy się w podobny sposób, choć może ten na boisku dawał „Wojskowym” nawet mniej od skrzydłowego z Martyniki. Ale pozaboiskowe zachowania Langila sprawiają, że gość wydaje się wyjęty totalnie z innego świata. Wrzucanie do Internetu fotek z alkoholowych imprez oraz palenia sziszy, a potem brak jakiejkolwiek skruchy dyskwalifikują go jako poważnego zawodnika. Serio, jakim cudem taki gość trafił do mistrza naszego kraju?

11. Start Józefa Wojciechowskiego na prezesa PZPN – były prezes Polonii Warszawa mówił o 500+, obiecując zainwestowanie co najmniej 500 milionów złotych w polską piłkę w ciągu jego kadencji. Rywal Bońka uzyskał nawet wymaganą liczbę rekomendacji, a swoją kampanię oparł na atakowaniu przeciwnika, co zważywszy na pozytywną opinię obecnego prezesa w środowisku piłkarskim, było raczej strzałem w stopę. Przez wielu traktowany mało poważnie Wojciechowski został przez Bońka w wyborach po prostu zmiażdżony. Podczas samych obrad biznesmen walczył o korzystny… sposób głosowania, a gdy nie udało mu się przeforsować własnej metody, oburzony opuścił salę. Jak mawiał „Lewy”: Le cabaret.

12. Bandyckie wejścia Bożoka i Tosika – walka z rzeźnickimi faulami nie przynosi skutków, co pokazały wejścia tej dwójki. Jasne, w ferworze walki można dać ponieść się emocjom, ale to co odstawili gracze Arki i Zagłębia… szkoda słów. Tym bardziej, że w przypadku tego drugiego pachnie już recydywą.

Tekst powstał w oparciu o wyniki ankiety na facebookowej grupie „Awangarda Piłkarska”