Było źle, bardzo źle. Na każdy kolejny mecz piłkarze jechali niemal jak na ścięcie, a przecież niedawno sami stali z mieczem i bezlitośnie egzekwowali kolejne wyroki na rywalach. Po imponującej serii 33 meczów bez porażki wszystko się jednak posypało. Stracone gole w ostatnich sekundach meczów z Jagiellonią i ŁKS-em, które nastąpiły tydzień po tygodniu i pozbawiły RTS czterech bardzo ważnych w kontekście awansu punktów rozbiły drużynę mentalnie. Efekt domina, który rozpoczął się w pierwszej po derbach Łodzi kolejce, zatrzymał się na dwunastu punktach straty do lidera.

Lidera, który jest zmotywowany jak żaden lider w historii trzecioligowych rozgrywek. Dla lokalnego rywala Widzewa, ŁKS-u, ten sezon to nie tylko sprawa honoru, większych pieniędzy czy sportowego awansu. To „być albo nie być” w postaci dobudowania stadionu, który bez awansu do drugiej ligi nadal będzie miał postać osamotnionej trybuny.

– Musimy wygrać ostatnie mecze i utrzymać sześciopunktową stratę. Jak będzie większa, na przykład dziewięciopunktowa, to na nowym stadionie możemy pomidory sadzić – mówił trzy kolejki przed końcem rundy kontuzjowany wicekapitan i dobry duch szatni, Michał Czaplarski. To jeden z tych piłkarzy, którym po rozcięciu żył popłynęłaby pompowana przez widzewskie serce czerwono-biało-czerwona krew. Mocną wypowiedzią chciał pobudzić kolegów, a widoczny gołym okiem marazm zamienić w zryw, który pozwoliłby wygrać ostatnie mecze w tym roku kalendarzowym. Nie udało się, strata została powiększona dwukrotnie, ale nikt przy al. Piłsudskiego – z Czaplarskim na czele – rąk nie załamuje. Na to nie byłoby nawet czasu, bo owe ręce są w czerwonej części Łodzi pełne roboty. Zimą postanowiono dokonać małej rewolucji – przede wszystkim zmieniono trenera i pożegnano się z kilkunastoma zawodnikami, by w ich miejsce zatrudnić kilku… piłkarzy. – Potrzebujemy piłkarzy, nie zawodników – tak w krótkich słowach uzasadnił zmiany w kadrze nowy szkoleniowiec łodzian, Przemysław Cecherz.

Tych piłkarzy zaczęto już sprowadzać. Do Łodzi wrócił Patryk Wolański, prywatnie wielki kibic Widzewa, który z dobrze prezentował się w jego barwach w Ekstraklasie i to właśnie tam chce z Widzewem wrócić. Pozyskano również Macieja Kazimierowicza, czyli podstawowego środkowego pomocnika bijących się o awans do pierwszej ligi Błękitnych Stargard, a nazwiska kilku innych mają być ogłoszone po Nowym Roku. – Chcemy uszczuplić kadrę, bo wyjściowy skład liczy tylko jedenaście nazwisk. Jesienią kadra była 28-osobowa, przez co sześciu zawodników było niezadowolonych z powodu siedzenia na ławce, a dziewięciu kolejnych wkurzonych jeszcze bardziej, bo musieli grać w A-klasowych rezerwach – powiedział w rozmowie z nami Cecherz. Sam wybór nowego szkoleniowca również można uznać za trafiony – to widzewiak z krwi i kości, chodził na mecze łodzian od dziecka i nie ukrywa swojego przywiązania do czerwono-biało-czerwonych barw. Serca kibiców podbił pierwszą wizytą na nowym stadionie, sfilmowaną przez klubową telewizję WidzewTV. Jego mina podczas oglądania pustych jeszcze trybun mówiła sama za siebie, a nam zdradził, że wtedy solidnie zaparło mu dech w piersiach.

W rozmowie z widzew.com przedstawiciele Zarządu rozwiali także spekulacje dotyczące zadłużenia, jakiego miał się nabawić istniejący zaledwie półtora roku podmiot. – Wszystkie zobowiązania są spłacane regularnie i terminowo, a płynność finansowa jest zachowana – przekonuje prezes Przemysław Klementowski. W klubie strata punktowa do lidera nikomu nie odbiera zapału do pracy. Wiosną 11 z 18 meczów widzewiacy rozegrają na własnym stadionie, a przede wszystkim będą to starcia z bezpośrednimi rywalami o awans. Z pomocą fanatycznych kibiców łatwiej będzie o niespodziankę i awans, ale nawet jeśli do tego nie dojdzie, dla Widzewa nie będzie to oznaczało końca świata. Zarówno Cecherz, jak i nowi zawodnicy z Patrykiem Wolańskim na czele mają podpisane półtoraroczne kontrakty. Pewność siebie (i poczucie humoru) widać nawet w mediach społecznościowych, gdzie w popularnym wydarzeniu „Sylwester z Andrzejem Dudą” na zaczepkę rywala zza miedzy („RTS Widzew Łódź, jesteś młodszy. Odwieziesz nas do domu”) oficjalny profil klubu na Facebooku odpowiedział: „ŁKS Łódź, nie ma sprawy! Powiedz tylko proszę, pod którą trybuną mam się zatrzymać?”.

Zmiany na lepsze – związane nie tylko z transferami czy poprawą klubowych finansów, ale także z przenosinami na nowy, piękny stadion dostrzegają również kibice. Fanatycy RTS pokazują, że słowa byłego właściciela Widzewa i winowajcy jego upadku Sylwestra Cacka o tym, że „kibice Widzewa to fani sukcesu” są tak trafne jak jego rządy w klubie czterokrotnego mistrza Polski. Pomimo poziomu rozgrywkowego, ogromnej stracie punktowej do znienawidzonego rywala i słabej końcówce rundy „Czerwona Armia” zakupiła już ponad 5650 karnetów! Dodajmy, że pierwszy mecz za blisko trzy miesiące, więc dość śmiało mówi się o atakowaniu wyniku pięciocyfrowego. Byłby to ewenement na skalę światową i żywy przykład na to, że powtarzane przez kibiców hasło „nieważne, w której lidze – ważne, że to Widzew” nie jest tylko pustym sloganem, podobnie jak słynne zdanie Zbigniewa Bońka (notabene prezes PZPN sam zakupił dziesięć karnetów, które przekaże najbardziej potrzebującym kibicom) o tym, że „Widzew można ugiąć, ale nie można go złamać”.

BARTŁOMIEJ STAŃDO

fot. widzew.com