Bramkarze to najbardziej długowieczni przedstawiciele piłkarskiego fachu. Kariera golkiperów trwa zazwyczaj o kilka lat dłużej niż ich kolegów z pola. Przychodzi czas, kiedy trzeba powiedzieć „STOP” i zakończyć aktywną przygodę z piłką. Czasem dzieje się to w wieku 35, czasem 40 lat… Niektórzy jednak nie myślą o takich rzeczach mimo osiemdziesiątki na karku! Poznajcie Ryszarda Kacysza, jednego z najstarszych czynnych zawodników na świecie.

Nasz bohater tak naprawdę nazywa się Kacesz, a obecne oficjalne nazwisko, Kacysz, powstało wskutek błędu w dokumentach powstałego podczas powojennego zamieszania. Najbezpieczniej jest więc chyba zwracać się do niego, używając pseudonimu „Rico”, o co sam bramkarz prosi wszystkich, z którymi rozmawia, również tych dużo młodszych. Trudno zresztą znaleźć na boisku kogoś starszego od pana Ryszarda, który w końcu cztery dni temu skończył 80 lat. 70 z nich spędził z piłką przy nodze lub w rękach.

kacysz

se.pl

Przygodę z piłką rozpoczął od lewego skrzydła, bo tam mógł wykorzystać swoje największe atuty – szybkość i spryt. Pewnego dnia, jak to bywa w amatorskich klubach, zabrakło ludzi do gry. „Mały, stań na bramce!” – krzyknęli do niego koledzy. Tak też zrobił, a było to w roku 1947 i od tamtej pory Rico nieprzerwanie strzeże bramki. Ksywka „Mały” nie wzięła się znikąd, bowiem pan Ryszard mierzy jedynie 167 cm wzrostu! Nadrabia jednak refleksem, wspomnianym wcześniej sprytem i bramkarską odwagą. Sam siebie nazywa „kieszonkowym bramkarzem”.

Niski wzrost stanął Ryszardowi na przeszkodzie w zrobieniu prawdziwej kariery. Kiedyś, po spotkaniu z krakowską Wisłą, jej były napastnik i ówczesny trener Mieczysław Gracz wręczył Rico garść czekolad i stwierdził, że wziąłby go do drużyny, gdyby tylko ten był dziesięć centymetrów wyższy. Widać rozmiar ma czasem znaczenie.

Transfer do „Białej Gwiazdy” nie wypalił, a pan Ryszard nie zagrał nigdy na poziomie wyższym niż III liga. Występował w kilkunastu drużynach. Sam nie jest pewny, czy wszystkie pamięta, ale ostatnią z nich był C-klasowy Grom Kraków. Pan Ryszard musiał jednak pożegnać się z grą w Gromie, ponieważ… lekarz nie chciał podbić jego karty zdrowia! W związku z tym Rico przeniósł się do drużyny oldbojów – Victorii Kobierzyn.

Żona pana Ryszarda zmarła na raka w przeddzień 25. rocznicy ślubu. Sam wspominał kiedyś moment, w którym lekarz powiedział mu, że jego żona umrze za osiem miesięcy. Pomylił się tylko o jeden dzień. Nasz bohater nie ożenił się po raz drugi, a całym jego życiem stała się piłka nożna.

Fach bramkarski, jak sam twierdzi Rico, nie należy do łatwych ani przyjemnych. Nie dość, że trzeba rzucać się pod nogi innym graczom, to jeszcze wszyscy wypominają twoje błędy. Interwencje często wiążą się z kontuzjami, które nie ominęły także pana Ryszarda. Raz polała się nawet krew. Podczas bandażowania głowy Rico poprosił, by nie zakrywać oczu i gdy opatrunek był gotowy, pan Ryszard dokończył mecz, a na dokładne zbadanie się pozwolił dopiero po spotkaniu.

Nie brakuje mu umiejętności, siły i twardości. Jest także niezawodny, co w amatorskiej piłce nie jest sprawą oczywistą. Nie ma może papierów na bycie gwiazdą Ekstraklasy, ale często ratował skórę swojej drużynie. By nie być gołosłownym – tak prezentował się w wieku 78 lat:

Pan Ryszard uwielbia grać w piłkę, a poza boiskiem po prostu cieszy się życiem. Nigdy nie opuszcza go poczucie humoru oraz dystans do samego siebie. Nie odmawia sobie alkoholu. Jak sam kiedyś stwierdził „świnia nie chwyci się alkoholu, bo jest on dla ludzi”. Dlaczego więc go nie pić? Rico to przykład prawdziwego sportowca. Sylwetki mogą pozazdrościć mu niektórzy piłkarze Ekstraklasy. W formie i zdrowiu Ryszard utrzymuje się dzięki ciągłej aktywności spożywaniu mleka z miodem i czosnkiem oraz norweskiego tranu.

 

Tomasz Brożek