Są rzeczy w polskiej piłce, które często nie mieszczą nam się w głowie i wydają się całkowitą abstrakcją czy absurdem. To samo można odczuć spoglądając w tabelę zachodniopomorskiej III ligi. Jak to jest możliwe, że w 26 rozegranych spotkaniach drużyna traci 350 bramek, nie strzelając żadnej? Panie i panowie, przed wami prawdopodobnie najsłabsza piłkarsko, ale najbardziej ambitna drużyna w strukturach PZPN – Hattrick Kołobrzeg.

Wszystko zaczęło się z początkiem sezonu 2015/16, kiedy zespół z nadmorskiego miasta zgłosił się do rozgrywek III ligi kobiet, czyli do najniższego poziomu rozgrywkowego w tej części Polski, takiego damskiego odpowiednika „8 Ligi Mistrzów”. Wśród drużyn pełnych dojrzałych kobiet pojawia się grupka dziewczyn, z której żadna nie może jeszcze zrobić prawa jazdy, a część ma przed sobą egzaminy gimnazjalne. Piłkarsko to nie mogło skończyć się dobrze.

hattrick-tabela hattrick-tabela2

90minut.pl

Przez półtora sezonu kołobrzeżanki rozegrały 26 meczów, nie zdobyły punktu, ba, nie zdobyły nawet bramki, za to straciły ich 350. Mówiąc szczerze, kiedy zobaczyłem tabele po raz pierwszy, nie mogłem w to uwierzyć. Kiedy jednak zacząłem bardziej wczytywać się w temat, doszedłem do wniosku, że nie ma powodu, a nawet nie powinno się tymi dziewczynami gardzić czy też z nich naśmiewać. I jak na początku myślałem, że jest to kolejna typowa drużyna, zbierająca „agrowpierdole”, tak teraz widzę nastolatki, które wkładają całe serce w grę. A za drużynę byłyby w stanie oddać zdrowie. W przenośni i dosłownie.

Ale jak przy wszystkim są dwie strony medalu. Zacznijmy od tej brutalniejszej – piłkarskiej. Osiem meczów przegranych w aktualnie trwających rozgrywkach, 18 w poprzednich. Na możliwe 78 punktów piłkarki Hattricku zgromadziły ich okrągłe zero. W tym sezonie najwyższa porażka to 21-0 z Pomorzaninem Nowogard, najniższa to 6-0 z Zalewem Stepnica. W ośmiu meczach dziewczyny straciły 104 bramki, co daje nam średnią 13 goli na spotkanie. Tracą gola co siedem minut. W zeszłym sezonie średnia straconych była nieco większa i wynosiła 13,7 bramki. Wynik w obecnym sezonie więc poprawiły, ale Hattrick nie rozegrał jednego meczu przeciwko Olimpii III Szczecin, bo został odwołany.

Należy jednak spojrzeć na to tak, że klub to grupka nastolatek, które wkładają w te mecze wszystko, co mają. Za koleżanki oddają wszystko: ambicję, zdrowie i czas, który równie dobrze mogłyby przeznaczyć na przyjemniejsze rzeczy niż przegrywanie co weekend trzynastoma golami. Granie na antybiotyku, w usztywniaczach po naderwaniu więzadeł czy z kontuzją złapaną w trakcie meczu? Norma. Spróbujmy wyobrazić sobie, ilu zawodników z Ekstraklasy czy I ligi wyszłoby na boisko w trakcie brania antybiotyku tylko ze względu na drużynę, po to, by nie zawieść kolegów. Ciężko, prawda? Wiele daje od siebie również trener Paweł Pielichowski, który w klubie pełni także rolę prezesa i masażysty. Bez niego Hattrick być może nie egzystowałby na piłkarskiej mapie Polski.

hattrick-trenertrener Hattricku Kołobrzeg Paweł Pielichowski

Bez owijania w bawełnę należy przyznać, że Hattrick Kołobrzeg nie jest dobra drużyną. Wiele zawodniczek tej drużyny nigdy wcześniej nie grało w piłkę. Na wiosnę żaden cud się nie wydarzy, a dziewczyny nie zaczną nagle punktować, sukcesem będzie długo wyczekiwane zdobycie bramki. Każdy ma jednak prawo grać w piłkę, robić to, co lubi i za to tej drużynie należy się szacunek. Mimo wszystkich przeciwności, wiatru wiejącego prosto w twarz nie poddają się, a gdyby mogły, oddałyby za resztę drużyny jeszcze więcej.

„Skoczyć za kimś w ogień” – zawodniczki z Kołobrzegu definiują to przysłowie na nowo.

Zdjęcia: kolobrzeg.pl

Paweł Tanona