Polskim klubom nie jest łatwo odpuścić zakontraktowanie obcokrajowca, który nie dość, że zebrał sporo piłkarskiego doświadczenia w zagranicznych ligach, to dodatkowo ma za sobą genialny sezon okraszony kilkunastoma bądź kilkudziesięcioma bramkami. Zwykle przeciętny kibic zadaje sobie pytanie: „Skoro nastrzelał tyle goli, to dlaczego nie zainteresowały się nim ekipy z wyższej półki?”. Jednak wyróżniający się gracze z Europy trafiają czasem do naszej rodzimej Ekstraklasy i piłkarscy imigranci albo wprawiają w zachwyt dziennikarzy i fanów zgromadzonych na stadionie, albo… no właśnie, pokopią w kilku spotkaniach, raz zapakują futbolówkę do siatki i po roku wracają na stare śmieci lub próbują swoich sił w kolejnym klubie.

Sympatycy Śląska Wrocław na pewno kojarzą Johana Voskampa, który w latach 2011-2013 występował w barwach klubu ze stolicy województwa dolnośląskiego. Z 27-letnim wówczas Holendrem wiązano spore nadzieje, zwłaszcza że w koszulce Sparty Rotterdam zaaplikował rywalom 29 ligowych goli! Debiutancki sezon 2011/2012 w wykonaniu Voskampa był naprawdę niezły, gdyż holenderski napastnik strzelał w Ekstraklasie (sześć bramek), w Pucharze Polski (dwa gole) oraz dołożył do tego jednego trafienie w Lidze Europy z Dundee United, które jak się później okazało dało wrocławianom zwycięstwo 1-0. Oprócz tego w swoim piłkarskim CV Johan może pochwalić się zdobytym Mistrzostwem Polski, lecz niestety przygoda Śląska z Ligą Mistrzów zakończyła się już w III rundzie eliminacji, gdy ekipa z Polski uległa Helsingborgs IF w dwumeczu 1-6.

Jednak po niezłym zaprezentowaniu się na ekstraklasowych boiskach, Holender spuścił z tonu i gole zdobywał już tylko… w ówczesnej Młodej Ekstraklasie. Po fatalnych występach w sezonie 2012/2013 z Voskampem pożegnano się już w czerwcu. 29-latek nie szukał długo nowego pracodawcy, bowiem rękę do niego wyciągnęła Sparta Rotterdam, w której Johan zdołał w ciągu trzech lat zdobyć 24 bramki w 59 ligowych spotkaniach. Voskamp wspierał także swój klub z perspektywy trybun, gdy ten w sezonie 2015/2016 walczył o przepustkę do Eredivisie.

W obecnie trwających rozgrywkach Voskamp zakłada koszulkę kolejnego zespołu, w którym miał już okazję grać w swojej piłkarskiej karierze, czyli RKC Waalwijk. Widać, że snajperowi służą powroty, bowiem jak na razie ma na swoim koncie sześć trafień oraz cztery asysty w 14 spotkaniach Eerste Divisie. Aktualnie 32-letni zawodnik jest w naprawdę dobrej dyspozycji, czego nie można powiedzieć o jego zespole, bowiem Waalwijk zajmuje dopiero 9. miejsce w tabeli z dorobkiem 28 „oczek” i siedmiopunktową stratą do lidera Venlo.

Co ciekawe, Johan nie jest jedynym napadziorem z Polską w CV w kadrze drugoligowej ekipy, bowiem fani Lechii Gdańsk powinni kojarzyć Freda Bensona, który w sezonie 2011/2012 wystąpił w 11 spotkaniach Ekstraklasy i tylko raz wpisał się na listę strzelców, w starciu z Cracovią. Ghańczyk długo jednak miejsca nad morzem nie zagrzał i po rundzie jesiennej opuścił Lechię. Wpływ na te decyzję miał na pewno krnąbrny charakter Bensona, gdyż styczniu 2012 roku został karnie zesłany do drużyny rezerw, gdy nie stawił się w terminie na trening, przedłużając sobie urlop.

28-letni wtedy napastnik wrócił do Holandii, gdzie od jesieni 2012 roku reprezentował barwy PEC Zwolle. Były zawodnik Lechii często meldował się na murawie i w miarę regularnie pakował piłkę do siatki, bowiem w 61 ligowych starciach zdołał zaliczyć 15 trafień oraz cztery asysty. Ghańczyk miał okazję występować razem z Mateuszem Klichem, zaś w rozgrywkach 2013/2014 były reprezentant Polski zaaplikował nawet bramkę w 1. kolejce Eredivisie w pojedynku z Feyenoordem, zaś Fred zanotował asystę przy trafieniu na 2-1. Być może Ghańczyk uczył także Mateusza jak prawidłowo grać w golfa…

Benson po dwóch latach w Zwolle zdecydował się jednak na przeprowadzkę do mołdawskiego Sheriff Tiraspol, z którym zdobył puchar krajowy oraz Superpuchar. W nowej ekipie holenderski snajper grał jednak tylko pół roku, bowiem rundę wiosenną spędził już w Rapidzie Bukareszt. Benson nie zaaklimatyzował się również w Rumunii i wrócił po raz drugi do Holandii, tym razem do VV Ijsselmeervogels, w którym zdołał sześciokrotnie pokonać bramkarza rywali.Przed obecnym sezonem powrócił do RKC Waalwijk, gdzie już kiedyś przez jeden sezon grał z Voskampem!. W trwających rozgrywkach Fred ma nieco gorsze statystyki, gdyż zdobył tylko dwie bramki oraz dwukrotnie posyłał ostatnie podanie do kolegi z zespołu. Zapewne wynik byłby bardziej okazały, gdyby nie kontuzja, która wykluczyła 32-latka z siedmiu ostatnich spotkań.

Odstrzeleni ze Śląska oraz Lechii napastnicy choć nie sprawdzili się w Ekstraklasie, znakomicie odnaleźli się na boiskach holenderskich, gdzie oprócz niezłej dyspozycji w RKC Waalwijk, wcześniej również nie zawodzili i strzelali sporo bramek dla swoich zespołów. Choć obaj zawodnicy mają już po 32 lata to otrzymali szansę od swojego byłego pracodawcy i odpłacają się solidną grą. W końcu duet snajperów „maczał palce” przy 14 z 26 zdobytych przez Waalwijk golach, co oznacza, że odpowiadają za przeszło 50% trafień holenderskiej drużyny! Dlaczego więc nie sprawdzili się tak u nas?

Adam Jaworski