Przykuci do ławki, grający na innych pozycjach, na zapleczu silnych lig. Co byłoby, gdyby ktoś wtedy powiedział im, że za pięć lat będą stanowić o sile reprezentacji, z której wreszcie – do cholery, wreszcie – jesteśmy dumni? Uwierzyliby? Popukaliby się w czoło i zalecili wizytę u psychiatry? Przyjrzyjmy się, gdzie jeszcze przed pięcioma laty byli nasi reprezentanci i jaką drogę musieli przejść, by wspólnymi siłami zbudować naprawdę fajną drużynę. Rozpracowaliśmy najsilniejszą – naszym zdaniem – jedenastkę, jaką dysponujemy, a także tych rezerwowych, którym najbliżej do pierwszego składu.

Łukasz Fabiański (Arsenal Londyn → Swansea) – kiedy latem sfinalizowano wypożyczenie Manuela Almunii do West Hamu wydawało się, że Fabian może wreszcie, po czterech latach grzania ławy, na stałe wskoczyć do bramki „Kanonierów”. Nic z tego! Arsene Wenger od początku sezonu postawił na Wojciecha Szczęsnego, który prezentował naprawdę wysoką formę. A Fabian? Przez cały rok nie powąchał nawet murawy Premier League, a w LM po 25 minutach zszedł pokonany urazem. Naturalnym było więc, że i w kadrze ceniony był mniej od Szczęsnego i wcale nie był pewny powołania na EURO 2012, na które ostatecznie – również z powodu urazu – wcale nie pojechał.

Łukasz Piszczek (wciąż BVB) – w przeciwieństwie do Fabiana, kariera Piszczka nabierała właśnie gigantycznego rozpędu. W grudniu 2011 roku BVB rozpoczynało niesamowitą serię niemal trzydziestu spotkań bez ligowej porażki i było w drodze po obronę tytułu mistrzowskiego, a także Puchar Niemiec. To wszystko oczywiście z fenomenalnym „Piszczem” na prawej stronie. Polak praktycznie w każdym meczu grał od dechy do dechy, imponując szybkością, wydolnością i wkładem w ofensywę. Pamiętacie sagę „Piszczu trafi do Barcy”? Może i transfer byłby nieco na wyrost, ale w ówczesnej formie Łukasz z pewnością był jednym z najlepszych prawych obrońców globu.

Kamil Glik (FC Torino → AS Monaco) – zdecydowanie jeden z piłkarzy, którzy od tamtego czasu poczynili największy postęp. Sezon 2011/12 był jego pierwszym w Torino, do którego trafił z Palermo. Polak nie bez problemów wywalczył sobie pierwszy skład w nowym klubie, z którym awansował do Serie A. To jednak nie wystarczyło, by Franciszek Smuda zmieścił go w kadrze na Euro i trzeba przyznać, że niewielu było takich, którzy po tej decyzji wieszaliby na selekcjonerze psy, chociaż „Franz” wyżej cenił choćby Kamińskiego i Perquisa… Dwa lata później Kamil odstawił pamiętną gliki-takę przeciw Ukrainie. Czy ktoś wtedy powiedziałby, że będzie nie tylko liderem reprezentacji, ale i kluczowym graczem silnego europejskiego klubu?

Michał Pazdan (Górnik Zabrze → Legia Warszawa) – ten to dopiero jest agent. Kto pięć lat temu przewidziałby, że defensywny pomocnik Górnika Zabrze podbije Euro we Francji jako stoper? O „piranii Leo” po odejściu Beenhakkera mało kto myślał wówczas w kontekście reprezentacji. Solidny ligowiec, wariat, który od czasu do czasu wejdzie w rywala niczym Nigel de Jong w Xabiego Alonso, w dodatku rzucany pomiędzy środkiem obrony a pozycją defensywnego pomocnika. Stabilizacja pozycji zdecydowanie posłużyła Pazdanowi.

Artur Jędrzejczyk (Legia Warszawa → FK Krasnodar) – powiedzieć, że Artur miał pewną pozycję w składzie Legii to jak nic nie powiedzieć. Już wtedy było widać, że Ekstraklasa robi się dla „Jędzy” zbyt ciasna, co potwierdziło jego ostatnie pół roku w klubie z Warszawy. Świetna postawa w lidze i awans z grupy LE to było jednak zbyt mało dla Smudy, by brać pod uwagę prawego obrońcę pod uwagę w selekcji do kadry.

Grzegorz Krychowiak (Nantes → PSG) – 21-latek tak dobrze spisywał się w grającym w Ligue 2 Stade Reims, że działacze Bordeaux zdecydowali się wypożyczyć obiecującego Polaka. W ich barwach rozegrał jednak tylko dwa mecze, po czym wrócił szczebel niżej, tym razem wybierając Nantes. Tam radził sobie na tyle dobrze, że w kolejnym sezonie ponownie dostał szansę na podbicie Ligue 1. Powrót do Stade Reims, które w międzyczasie wywalczyło awans, okazało się strzałem w dziesiątkę – Polak był kluczowym graczem strzelając aż cztery bramki w sezonie. Do tego był podstawowym zawodnikiem kadry U21 podczas Eliminacji do Mistrzostw Europy.

Piotr Zieliński (Udinese U19 → Napoli) – kiedy Krychowiak zaciekle walczył o podbicie Francji, a Glik powoli wyrabiał sobie markę we Włoszech, Zielu szalał, ale… na Facebooku. Zresztą, spójrzcie sami:

zielu2

 

Piotrek miał wtedy 17 lat. Choć jest to wiek już po skończeniu gimnazjum, to chyba jesteśmy mu w stanie wybaczyć, co? Jak widać po zamieszczonych screenach Zielu miał problem z grą w Udinese U19, do którego trafił wprost z Młodej Ekstraklasy i Zagłębia Lubin. Kiedy jednak młody Polak miejsce w składzie wywalczył – za nic nie chciał go oddać. A rok później, w grudniu 2012 roku debiutował już w Serie A.

Jakub Błaszczykowski (BVB → VFL Wolfsburg) – podobnie jak Piszczek, Kuba przed pięcioma laty był w niesamowitym gazie. Chyba można pokusić się o stwierdzenie, że był to najlepszy okres w karierze skrzydłowego. W klubie wreszcie zyskał pełne zaufanie Jurgena Kloppa, choć nieco wcześniej Kuba sam przebąkiwał o transferze. Sezon 2011/12 to jednak siedem bramek i dwanaście asyst w jego wykonaniu, a także zdobyte mistrzostwo oraz Pucharem Niemiec. W zasadzie ciężko wyobrazić sobie lepszy sezon! No, może gdyby nie ta cholerna czerwcowa klęska na Mistrzostwach Europy… Do postawy ówczesnego kapitana kadry nie możemy mieć jednak żadnych zastrzeżeń.

Kamil Grosicki (Sivasspor → Stade Rennes) – nie trzeba być fanem Jagi, żeby pamiętać, jakim kotem w jej barwach był Grosik. Tym bardziej dziwić mogły jego przenosiny do Sivassporu, który już wówczas był uważany za klub dla emerytów. Początek miał jednak jak najbardziej turbo: w półtora roku załadował aż osiemnaście bramek! Z biegiem czasu na linii Grosicki – Sivasspor zaczęło się psuć, do tego doszedł konflikt z trenerem, samym Roberto Carlosem, co doprowadziło do nieuchronnej zmiany otoczenia. I choć w Rennes też nie wszystko układa się jak należy, to rozwój piłkarski Grosika widoczny jest gołym okiem.

Arkadiusz Milik (Górnik Zabrze → Napoli) – dokładnie pięć lat temu większość z nas pierwszy raz usłyszała o zdolnym napastniku Górnika Zabrze. Odważnie postawił na 17-latka nie kto inny jak obecny selekcjoner, Adam Nawałka. Nie zawiódł się wówczas, nie zawiódł się także, gdy stawiał na niego w kadrze. W debiutanckim sezonie Milik zagrał w dwudziestu czterech spotkaniach, w tym dziesięć razy w pierwszym składzie. Zdobył „tylko” cztery bramki, ale biorąc pod uwagę jego młody wiek to wciąż wynik co najmniej świetny. Wtedy mieliśmy przed sobą nadzieję na reprezentanta Polski, dziś – partnera w ataku dla Roberta Lewandowskiego.

Robert Lewandowski (BVB → Bayern Monachium) – pięć lat temu Lewy był w trakcie rozgrywania swojego pierwszego naprawdę dobrego sezonu w Niemczech. Rok wcześniej strzelił wprawdzie dziewięć bramek, ale przy niemal trzydziestu golach (na wszystkich frontach) w drugim sezonie w BVB wygląda to marnie. Polak wygryzł ze składu Lucasa Barriosa i rozpoczął kolejny etap w drodze ku wielkości. W następnym sezonie zadziwił cały świat strzelając Realowi cztery gole w półfinale LM i po raz pierwszy w karierze docierając do finału Champions League.

Maciej Rybus (Terek Grozny → Olympique Lyon) – „Mogę być objawieniem mistrzostw” – przekonywał przed Euro 2012 Rybus. No, starczy powiedzieć, że nie był. Czy miał prawo uważać, że będzie? Raczej tak, choć z dużą dozą wiary we własne umiejętności. Maciek był właśnie tuż po pierwszym zagranicznym transferze do Tereka Groznego i kilku naprawdę fajnych miesiącach w Legii. Piłkarz, któremu cały czas coś przeszkadza na stałe zadomowić się w pierwszym składzie reprezentacji, ale u którego także obserwujemy harmoniczny rozwój.

Krzysztof Mączyński (Górnik Zabrze → Wisła Kraków) – razem z Pazdanem i Milikiem trenował pod okiem Adama Nawałki. Gdyby ktoś powiedział tej trójce, że pięć lat później wspólnie zagrają w ćwierćfinale ME? Niezły odlot. To Nawałka był także trenerem, który na dobre dał mu szansę w Ekstraklasie. Wszak sześć lat temu Mąka biegał jeszcze po boiskach pierwszej ligi w barwach ŁKS-u Łódź.

Karol Linetty (Lech Poznań juniorzy → Sampdoria) – cóż, pięć lat temu zapewne robił to co my wszyscy: odpalał TV i oglądał „trójkę z Dortmundu”. Szesnastolatek grał w juniorskiej drużynie Lecha oraz kadrze U17. Spójrzmy, jaki rozwój poczynił w tak krótkim czasie – od jego debiutu w Ekstraklasie minęły zaledwie cztery lata!

Łukasz Teodorczyk (Polonia Warszawa → Anderlecht Bruksela) – 200 tys. euro – tyle wynosiła według Transfermarkt.de wartość Łukasza Teodorczyka przed pięcioma laty. Niedawno słyszeliśmy, że Anderlecht będzie żądał za swojego snajpera około 20 mln euro, co oznacza, że jego cena wzrosła stokrotnie! I nawet jeśli jest ona przesadzona, to dobrze oddaje jak bardzo zmieniła się sytuacja napastnika, który w sezonie 2011/12 zagrał jedenaście spotkań i strzelił cztery gole dla Polonii Warszawa…

 

Fot. główna: Piotr Blawicki / East News