Jak to bywa co roku do grona ekip z Ekstraklasy, które zebrały oklep od teoretycznie niżej notowanych zespołów, dołączają kolejni pokonani. Dla polskiego kibica lipiec oraz sierpień stają się uświęcona tradycją, gdy z europejskich pojedynków piłkarze zamiast wracać z tarczą, wracają na tarczy. Na nic się zdają tłumaczenia, że murawa sztuczna, że lot wyczerpujący, że rezerwowy napastnik miał ból zęba albo bramkarz rywali miał „dzień konia”. Dla większości reprezentujących nas drużyn z Ekstraklasy przygoda z Ligą Europy lub czasem nawet Ligą Mistrzów kończyła się na I lub II rozegranej rundzie kwalifikacji. Czy to my byliśmy tacy słabi czy przeciwnicy postawili wysoko poprzeczkę? Zresztą wystarczy przyjrzeć się poczynaniom naszych byłych oponentów, żeby uzyskać odpowiedź na to pytanie.

Nie sposób nie zacząć od Lecha Poznań prowadzonego wówczas przez Mariusza Rumaka. Obecny szkoleniowiec Śląska Wrocław skompletował klasycznego „hat-tricka”, gdyż „Kolejorz” pod jego wodzą co roku odpadał z europejskich pucharów z drużynami, które były spokojnie do przejścia. Najpierw ze szwedzkim AIK Solna, następnie z litewskim Żalgirisem Wilno i na sam koniec z islandzkim Strajnarem . Jak radzą sobie byli pogromcy poznaniaków?

AIK Solna (Sztokholm) – ze Szwedami Lech walczył na początku sierpnia 2012 roku w III rundzie kwalifikacji Ligi Europy. Rywale „Kolejorza” zajęli w rodzimej lidze drugą lokatę i co ciekawe w podstawowym składzie bramkarzem były zawodnik drużyny z Wielkopolski Ivan Turina. Poznaniacy zamiast świętować dostali na wyjeździe trzy bramki i praktycznie stracili szansę na awans do dalszej fazy rozgrywek, Przy Bułgarskiej odrobili tylko część strat wygrywając 1-0. Zawodnicy z Solnej poszli za ciosem i odprawili z kwitkiem CSKA Moskwa, co pozwoliło im zagrać w grupie F z Dnipro Dniepropietrowsk, Napoli oraz PSV Eindhoven. Później już nigdy nie powtórzyli tego sukcesu, kończąc przygodę z Ligą Europy na II lub III rundzie kwalifikacyjnej.

Żalgiris Wilno – z Litwinami Lechici mieli „przyjemność” spotkać się w sierpniu 2013 w ramach III rundy kwalifikacyjnej do Ligi Europy. Na wyjeździe „Kolejorz” rozegrał słabe zawody i uległ przeciwnikowi 0-1 po fatalnym błędzie formacji defensywnej. W rewanżu wprawdzie Lech wygrał 2-1, ale bramka strzelona na wyjeździe w dwumeczu dała awans drużynie Żalgirisu. W kolejnym etapie Litwini dostali jednak srogie lanie z austriackim Salzburgiem i musieli obejść się ze smakiem. Co ciekawe litewski hegemon wyraził nawet chęć dołączenia do polskiej Ekstraklasy, lecz na drodze mogą stanąć przepisy oraz twarda postawa UEFA. Wyobrażacie sobie Żalgirisa rywalizującego z Bruk-Betem, Lechią lub chociażby Cracovią W trzech kolejnych sezonów ekipa z Litwy reprezentowała swój kraj w eliminacjach do LM. Efekt? Trzy przegrane dwumecze i wynik bramkowy 1-7…

Stjarnan – na koniec wisienka na torcie, czyli krótka przygoda Lecha z islandzką piłką w 2014 roku. Po niewyobrażalnych mordęgach z estońskim Nomme, kibice „Kolejorza” mieli nadzieję, że mecz z trzecią ekipą Islandii, która ma w swoim składzie głównie półamatorów, będzie spacerkiem. Lechici zafundowali swoim fanom kolejny blamaż , a koszmarny błąd defensywy dał zwycięstwo gospodarzom.  0-1 w plecy i wracamy do domu. W rewanżu padł bezbramkowy remis, kibice dali upust swoim emocjom, a kilku piłkarzy zdecydowało się nawet wkroczyć do sali konferencyjnej by publicznie przeprosić za trzeci z rzędu blamaż. Strajnar jednak furory nie zrobił, gdyż w kolejnej fazie czekał już na nich Inter Mediolan, który bezlitośnie zakończył udział Islandczyków w Lidze Europy. Rok później awansował nawet do Ligi Mistrzów, gdzie dostał oklep od Celticu (1-6 w dwumeczu).

Pastwiliśmy się trochę nad Lechem Poznań, pora więc na Wisłę Kraków. Chyba żaden z sympatyków „Białej Gwiazdy” nie zapomni starcia w kwalifikacjach do Ligi Mistrzów w 2009 roku z mistrzem Estonii – Levadią Tallin. Niemal wszyscy pasjonaci futbolu byli przekonani, że dla Wiślaków będzie to łatwa przeprawa. Po cudem uratowanym remisie 1-1 w Polsce, krakowian czekał rewanż w stolicy Estonii, lecz tym razem było tylko gorzej, gdyż Wisła przegrała 0-1 po bramce straconej w ostatniej minucie regulaminowego czasu gry. W kolejnej fazie Estończycy starli się z węgierskim Debreczynem, lecz nie wyszli z tej konfrontacji zwycięsko, przegrywając oba spotkania 0-1. Uprawniło to ich jednak do gry w ostatniej rundzie kwalifikacji w Lidze Europy. Porażka 5-0 z Galatasaray odebrała im jednak nadzieję na międzynarodowe triumfy. Levadia nigdy później nie powtórzyła sukcesu, jakim było pokonanie Wisły Kraków w II rundzie kwalifikacji do LM. Drużyna z Estonii kończyła swoją przygodę z europejskimi pucharami zawsze na pechowej II rundzie kwalifikacji.
Rok później na drodze Wisły stanął azerski Qarabag Agdam. Najpierw porażka u siebie 0-1, następnie 3-2 na wyjeździe i ponownie fani „Białej Gwiazdy” musieli przełknąć gorzką pigułkę. Klub z Azerbejdżanu daleko jednak nie zaszedł, gdyż w następnej fazie eliminacji ulegli w dwumeczu Borussii Dortmund. Podobna sytuacja miała miejsce w sezonach 2012/2013 oraz 2014/2015, gdy marzeń Qarabag o fazie grupowej najpierw pozbawili piłkarze Club Brugge, a potem Eintrachtu Frankfurt. Azerowie jednak w końcu dopięli swego i od 2014/2015 są stałymi bywalcami w Lidze Europy. Jeszcze kilka lat temu kibice Wisły śpiewali „Bach, Bach Karabach”, zaś teraz pogromcy „Białej Gwiazdy” nieźle poczynają sobie na europejskich salonach, a polskie klub mają czego pozazdrościć. W trwającym sezonie Qarabag jest liderem w azerskiej Premier League z dorobkiem 31 punktów i pewnie kroczy po trzecie Mistrzostwo z rzędu. Jakby tego było mało, Azerowie w dwóch ostatnich latach sięgali po krajowy Puchar.

Nie popisali się także zawodnicy Jagiellonii Białystok w pojedynku z kazachskim Irtyszem Pawłodar w ramach eliminacji do Ligi Europy 2011/2012. Po skromnej wygranej w Polsce 1-0 po bramce niezawodnego Tomasza Frankowskiego wydawało się, że awans jest w zasięgu ręki. Niestety, rzeczywistość boleśnie zweryfikowała plany białostoczan i ci po wyjazdowej porażce 0-2 wrócili do kraju na tarczy. Kazachowie w następnej fazie trafili na Metalurgi Rustawi i to ekipa z Gruzji okazała się lepsza w dwumeczu, kończąc w ten sposób krótka przygodę graczy z Pawłodaru. Ekipa Irtyszu zaszła za skórę także piłkarzom Lewskiego Sofia w 2013 roku, pokonując Bułgarów w dwumeczu, notując wyniki 2-0 oraz 0-0. Później jednak na ich drodze stanął zespół NK Siroki Brijeg i ponownie Irtysz zakończył swoją przygodę w europejskich pucharach. W zakończonych w tym roku rozgrywkach Kazachowie zajęli zajęli trzecie miejsce w rodzimej lidze z ogromną stratą punktową do lidera FC Astany. W drużynie Irtyszu od 2015 roku występuje znany z polskich boisk Czech Tomas Jirsak.

Pamiętacie szwedzki Helsingborgs, który sprał w III rundzie eliminacji Ligi Mistrzów 2012 roku Śląska Wrocław 3-0 oraz 3-1? Pogromcy polskiego zespołu w późniejszej fazie nie zdołali pokonać Celticu Glasgow i wylądowali w grupie L z Levante, Hannoverem oraz Twente. Jak się okazało była to jak na razie ostatnia europejska przygoda Szwedów, bowiem w obecnym sezonie zajęli w lidze dopiero 18. miejsce i po przegranym barażu z Halmstad spadli po raz pierwszy od ponad 20 lat o poziom niżej…

To tylko najświeższe przykłady „europejskich” wpadek, a pasjonaci futbolu na pewno pamiętają blamaż Wisły Kraków z 2003 roku, gdy w II rundzie eliminacji Pucharu UEFA przeszkodą nie do przeskoczenia okazała się być Valeranga Oslo. W   zakończonych tegorocznych rozgrywkach Tippeligaen Norwedzy zajęli 10. miejsce z dorobkiem  38 punktów.  13 lat temu na kartach historii zapisali się także zawodnicy Wisły Płock, odpadając w rundzie wstępnej Pucharu UEFA z łotewskim Ventspils, który w sezonie 2009/2010 grał nawet w fazie grupowej Ligi Europy. W 2001 roku wtopę zaliczyli także gracze Pogoni Szczecin, gdyż zakończyli rywalizację w europejskich pucharach na samym początku, przegrywając walkę z Fylkikr Reykjavik. Islandczycy w tegorocznych zmaganiach ligowych zajęli przedostatnią lokatę i spadli z Pepsideild.

Jak więc widać ekstraklasowe ekipy zbierają tęgie baty od Kazachstanu aż po Islandię, a nie zanosi się na to, żeby ten trend miał się zmienić, gdyż w tym roku swoją cegiełkę do „sukcesu” dołożyła Cracovia, przegrywając w Lidze Europy z macedońskim FK Skendija 0-2 oraz 1-2. A czy wasze drużyny przegrały z rywalami, którzy teraz nieźle sobie radzą na ligowych podwórkach?

Niepokoić powinien fakt, że dla większości klubów, które niespodziewanie pokonały naszych przedstawicieli w europejskich pucharach był to… największy sukces w historii.

Adam Jaworski