17 stycznia 2015 roku na zasadzie rocznego wypożyczenia z opcją pierwokupu do Lecha Poznań dołączył młody i obiecujący zawodnik z ligi węgierskiej. 22-latek był wówczas piłkarzem Ferencvarosu Budapeszt. Pierwsze kroki David Holman w seniorskiej piłce stawiał u boku znanego w Polsce trenera – Ricardo Moniza, który prowadził Lechię Gdańsk. Do transferu można było podchodzić optymistycznie, ponieważ przychodzący również z Węgier Artjoms Rudnevs i Gergo Lovrencsics zdali w Ekstraklasie egzamin i przez długi czas stanowili o sile „Kolejorza”.

Madziar przychodził do Lecha w zimowym okienku transferowym, będąc po półrocznym rozbracie z piłką z powodu odmy opłucnej. Miał więc naprawdę ciężkie zadanie by z miejsca stać się ważnym zawodnikiem podstawowej jedenastki poznańskiego zespołu. Sam piłkarz zdawał sobie z tego sprawę i wiedział, że pierwsze pół roku to dla niego przetarcie, a dopiero w lecie będzie zbliżał się do gry w pierwszym składzie. Na wiosnę sezonu 2014/15 rozegrał zaledwie 20 minut w Ekstraklasie w meczu z Pogonią Szczecin oraz w rewanżowym starciu Pucharu Polski ze Zniczem Pruszków, gdzie zaliczył 67 minut. Później Holmana na boisku we wspomnianym sezonie w pierwszej drużynie „Kolejorza” już nie widzieliśmy.

Niestety nie wszystko szło zgodnie z planem. W pierwszej drużynie Lecha nie pograł za wiele, za to w jej rezerwach już tak, gdzie trafił w kwietniu 2015 wraz z Vojo Ubiparipem. Jak można się domyśleć obaj zawodnicy nie byli zadowoleni z faktu, iż będą biegać i grać na poziomie trzeciej ligi. Podczas jednego z meczów piłkarze zostali zmienieni i zamiast wspierać swoich kolegów postanowili olać sprawę i po prostu zeszli do szatni, co bardzo nie spodobało się trenerowi – Ivanowi Djurdjeviciowi.

Sezon 2014/15 przeszedł do historii i David Holman miał już tylko pół roku, by przekonać do siebie sztab szkoleniowy Lecha i pozostać w Poznaniu na dłużej. Wszyscy liczyli, że zawodnik krótko mówiąc odpali i spełni oczekiwania, jakie w nim pokładano. Nic jednak z tego. Jesienią w Ekstraklasie zagrał w trzech meczach zaliczając łącznie skromne 106 minut. Jedynie w Pucharze Polski dostał więcej minut, gdzie po jego dwóch golach Lech pokonał Olimpię Grudziądz.

Holman rozegrał również dwa spotkania z Zagłębiem Lubin w 1/4 tych rozgrywek. To było jednak zdecydowanie za mało, by liczyć na pozostanie w Kolejorzu. Wielki talent węgierskiej piłki przeszedł poważną weryfikację w Ekstraklasie, gdzie zupełnie się nie odnalazł. 31 grudnia 2015 roku oficjalnie zakończył się okres wypożyczenia, a Lech nie zamierzał korzystać z opcji pierwokupu i tak o to Holman był zmuszony wrócić do ojczyzny.

Po powrocie do Ferencvaros trener Thomas Doll (niegdyś szkoleniowiec HSV Hamburg czy też Borussi Dortmund) dał jasno do zrozumienia, iż nie widzi dla ofensywnego pomocnika miejsca w zespole i poinformował, że ma on wolną rękę w poszukiwaniu nowego klubu. Tym samym  22 stycznia 2016 roku David Holman przeniósł się na zasadzie transferu definitywnego do drużyny Debreceni VSC. Był to dobry ruch, ponieważ Węgier rozegrał całą rundę wiosenną sezonu 2015/16 i wrócił do „żywych”.

Obecny sezon rozpoczął oczywiście w podstawowym składzie i przekłada się to również na liczby młodego zawodnika. Licząc wszystkie rozgrywki wystąpił już w 15 meczach, w których zdobył sześć bramek i zanotował dwie asysty. Co ważne nareszcie spędza więcej czasu na boisku niż na trybunach i omijają go kontuzje. Po 16. kolejce Debreczyn z dorobkiem 20 punktów plasuje się na 8. pozycji w ligowej tabeli, lecz do trzeciego Ferencvarosu traci zaledwie sześć punktów.

Holman wraca na dobre tory i jeżeli tylko z drowie dopisze na pewno jeszcze będzie o nim głośno. A kto wie, może ponownie zawita do Polski i tym razem pokaże na co go stać?

Paweł Liszka