Cóż to był za wieczór! Pisaliśmy artykuł w podobnym tonie po remisie z Realem Madryt i byliśmy wtedy przekonani, że na naszych oczach rodzi się historia. Nikt z nas (z Was zresztą też, dobrze o tym wiecie!) nie powiedziałby wtedy, że w następnej kolejce LM będziemy świadkami wydarzeń jeszcze bardziej spektakularnych. Żartowało się, że Legia, aby grać dobrze, musi występować wtedy, gdy na stadion nie mają wstępu jej kibice, a wczoraj kibice tam byli i Legia… dała czadu jeszcze bardziej. Zarówno w pozytywnym, jak i negatywnym tych słów znaczeniu. Dortmundzka Borussia nie pozostała dłużna.

Koncert, spektakl, dreszczowiec, horror, szaleńcza wymiana ciosów… Barney Stinson, postać z serialu „Jak poznałem waszą matkę”, zapowiadając ten mecz powiedziałby: „It’s gonna be legen… wait for it… DARY!!!”, a i te słowa wydają się nie oddawać dokładnie tego, co zobaczyliśmy.

Ale pomińmy już te peany pochwalne i przejdźmy do rzeczy, bo będzie zarówno wesoło, jak i smutno. Tak, Legia przegrała i straciła osiem bramek. To nie powinno mieć na tym poziomie miejsca. Przyglądając się jednak tematowi o wiele skrupulatniej można dojść do kilku pozytywnych wniosków. Przy okazji przekonacie się, że statystyki można przedstawić w sposób ciekawy i wciągający.

Najpierw słów kilka o rywalu. Borussia Dortmund stała się rekordzistą pod względem liczby zdobytych w dwumeczu bramek (aż 14), zaś Legia tym samym przoduje w liczbie goli straconych również na przestrzeni dwóch meczów. BVB ustanowiła również najkrótszy czas na zdobycie pięciu bramek (16 minut minęło od bramki nr 1 do bramki nr 5 dla Borussii), a także najkrótszy czas na zdobycie trzech bramek (TRZY minuty!!!).

W sumie… Robert Lewandowski podobne rekordy bił w pojedynkę, a BVB potrzebowało całej drużyny. No cóż…

Obie drużyny wczorajszym widowiskiem przyczyniły się również do rekordowego pod względem bramek spotkania w fazie grupowej LM. Po szybkich rachunkach (osiem plus cztery) doszliśmy do wniosku, że 12 bramek to rekord.

Legia ma się jednak z czego cieszyć. Jako pierwsza polska drużyna zdobyła w rozgrywkach europejskich aż cztery bramki. Co więcej, nikt nie wbił tylu goli Borussii na jej stadionie od prawie czterech lat. A w pucharach europejskich w ogóle.

Niestety, są też wiadomości… słodko-gorzkie.

Warszawski klub stracił więcej bramek niż padło wszystkich w sumie w aż pięciu grupach. Wyliczankę zakończymy jednak pozytywem. Jak dotąd Legia zdobyła więcej bramek niż aż… 21 z 32 drużyn biorących udział w fazie grupowej obecnej edycji Ligi Mistrzów. To już robi konkretne wrażenie i skłania do przemyśleń, jak mogłyby się te rozgrywki dla nas potoczyć, gdybyśmy trafili na prostszą grupę i pokazali lepszą grę w tyłach…

Łatwo jednak mogą piłkarze Legii spowodować, że o tej części rekordów, które są niechlubne, kibice zapomną. Wystarczy 7 grudnia wygrać ze Sportingiem Lizbona, co przy ogarnięciu obrony (powrót do składu Malarza i Hlouska) i obecnej formie ofensywy jest całkowicie „do zrobienia”. Da to „Legionistom” miejsce w Lidze Europejskiej i fenomenalnie ukoronuje ten wbrew pozorom bardzo przyzwoity powrót po latach do Ligi Mistrzów.