W zgodnej opinii większości ludzi zajmujących się polską piłką Lechia Gdańsk, aktualny wicelider Lotto Ekstraklasy, jest jednym z głównych kandydatów do walki o mistrzostwo Polski. O ile przed sezonem były wątpliwości co do tego, czy drużyna jest wystarczająco dojrzała, by bić się o najwyższe cele, to pierwsze kilkanaście spotkań potwierdziło nieprzeciętny potencjał gdańszczan. Ekipa Piotra Nowaka nie jest jednak wolna od słabości. Niezbyt mocno wygląda obsada bramki, gdzie Milinković – Savić nie gwarantuje wystarczającego poziomu solidności. Problemem jest też brak odpowiedniej klasy napastnika. Marco Paixao, mimo pięciu zdobytych bramek nie prezentuje satysfakcjonującej formy i często razi nieskutecznością. Również Grzegorz Kuświk, choć jest napastnikiem co najmniej solidnym, to nie jest to poziom jakiego należy oczekiwać od snajpera drużyny walczącej o tytuł mistrza Polski. Jeśli wierzyć doniesieniom medialnym, Lechia próbowała wzmocnić linię ataku już latem. Starała się wtedy zakontraktować występującego już wcześniej w jej barwach Antonio Colaka. Plan spalił niestety na panewce, ale jeśli przyjrzeć się temu co Colak porabiał po wyjeździe z Gdańska, nie może to dziwić.

Urodzony w Niemczech Chorwat trafił do Polski w sierpniu 2014 roku. Sezon wcześniej sześć razy zagrał w barwach 1.FC Nurnberg na poziomie Bundesligi, a następnie regularnie strzelał gole w rezerwach tej drużyny. Jak sam twierdzi, na obozie przygotowawczym z pierwszym zespołem przed sezonem 14/15 był najlepszym napastnikiem w drużynie, jednak po przesiedzeniu dwóch pierwszych meczów w 2. Bundeslidze na ławce, zażądał transferu. Ofertę wypożyczenia z opcją pierwokupu złożyła Lechia, a młody napastnik błyskawicznie podjął decyzję o przyjeździe do Polski. Colak w barwach Lechii strzelać zaczął niemal z marszu. Zdobył bramkę w debiutanckim występie przeciw Zawiszy, ukłuł również tydzień później przeciw Ruchowi. Tym co wyróżniało Chorwata na boisku, była łatwość w dochodzeniu do sytuacji strzeleckich, ale także nie najwyższa skuteczność.

Poza boiskiem „Toni” imponował natomiast pozytywnym nastawieniem oraz cechami mentalnymi. Podkreślał, że świetnie zaaklimatyzował się w Gdańsku, a pozytywne wrażenie wzmocnił udzielając swojego pierwszego wywiadu po polsku… po zaledwie trzech miesiącach pobytu w naszym kraju. Ostatecznie Colak zakończył sezon na 30 występach w lidze i 10 zdobytych bramkach (dołożył do tego jeszcze dwie asysty). Jest to wynik niezły, jednak jak na zawodnika, który wiele razy pokazywał nieprzeciętną klasę piłkarską, nie do końca satysfakcjonujący.

Po zakończeniu rozgrywek Lechia chciała pozyskać piłkarza na stałe, jednak sam zawodnik postanowił skorzystać z innej propozycji. Colak przystał na ofertę transferu do Hoffenheim, które niemal od razu zdecydowało się go wypożyczyć do 1.FC Kaiserslautern. Tam, w towarzystwie m.in. Mateusza Klicha, Kacpra Przybyłko czy Roberta Picha, spędził cały sezon 15/16. Mimo dużej konkurencji do gry w ataku, Colak uzbierał na zapleczu Bundesligi 24 spotkania, podczas których trafił do siatki 5 razy, a dwukrotnie zanotował ostatnie podanie.

Nawet jeśli nie był to wymarzony sezon dla ambitnego Chorwata, to potwierdził w Niemczech opinię, że jest silnym, inteligentnym i grającym dla dobra zespołu napastnikiem. Mimo to, ogromnym zaskoczeniem również w Niemczech musiały być czerwcowe doniesienia medialne z Anglii. Oto niektóre gazety i portale poinformowały, że Colak uzgodnił warunki kontraktu z… Arsenalem Londyn. Klub i zawodnik mieli być już dogadani, brakowało tylko porozumienia z Hoffenheim. Kiedy jasnym stało się, że tę historię wsadzić należy między bajki, polskie media w lipcu zaczęły ekscytować się możliwym powrotem rosłego snajpera do Gdańska. I ta historia została szybko zweryfikowana przez rzeczywistość. Niemal równocześnie z jej pojawieniem się, Colak zdobył 8 goli w meczu sparingowym w barwach SV Darmstadt, gdzie przebywał na testach.

colak

Być może właśnie ten występ w sparingu zapewnił mu kolejne wypożyczenie z Hoffenheim i ponowną możliwość pokazania się w najwyższej klasie rozgrywkowej w Niemczech. 23-latek w Darmstadt występował będzie do końca obecnego sezonu. Trzeba przyznać, że jego początki są naprawdę dobre. W rozegranych dotychczas ośmiu meczach ligowych strzelił już trzy gole, w tym dwa w jednym spotkaniu przeciwko Werderowi. Do tego dołożył kolejne trzy bramki w Pucharze Niemiec, co sprawia, że jest najlepszym strzelcem swojego zespołu. Chociaż zdajemy sobie sprawę, że dobra postawa Antonio Colaka na boiskach Bundesligi zmniejsza praktycznie do zera szanse na powrót tego utalentowanego piłkarza do polskiej ligi, to życzymy mu wszystkiego najlepszego w dalszym rozwoju kariery.