Z nazwiska niewielu kibiców go jeszcze pamięta, ale wystarczy rzucić hasło „Klub Kokosa”, a wszystko staje się jasne. Daniel Kokosiński, bo o nim właśnie mowa, to najsłynniejszy członek „piłakrskiego tworu” byłego już właściciela Polonii Warszawa Józefa Wojciechowskiego.

Wychowanek Błękitnych Raciąż w 2005 roku trafił do Znicza Pruszków, gdzie wraz z tamtejszą drużyną byli blisko awansu do upragnionej Ekstraklasy. Obrońca pruszkowian podkreślał w wywiadach, że klub jest w pełni przygotowany do gry na najwyższym poziomie rozgrywkowym. Regularne, dobre występy Kokosińskiego w meczach zaowocowały transferem do stołecznej Polonii. To właśnie wtedy zaczęły się schody. Dosłownie.

Początek Kokosińskiego przy Konwiktorskiej latem 2009 roku nie zapowiadał takich problemów.

„Młody, ambitny, silny fizycznie i doskonale wyszkolony technicznie” – tak reklamował go trener Jacek Grembocki.

Znał go doskonale z czasów swojej pracy w Zniczu Pruszków i twierdził, że to jego najlepszy stoper w historii. Rekomendacja ówczesnego trenera Polonii Warszawa sprawiła, że klub wyłożył na transfer 600 tysięcy złotych.

W ekipie „Czarnych Koszul” zagrał w siedmiu spotkaniach i strzelił jednego gola. Po jednym z meczów właściciel Józef Wojciechowski uznał, że piłkarz nie nadaje się do jego drużyny i kazał go odstawić. Potem chciał zmusić do rozwiązania kontraktów kilku zawodników. Kokosiński jako jedyny postawił się prezesowi. Domagał się wypłaty kwoty należnej z kontraktu, na co Wojciechowski nie przystał. Nie udało się rozstać za porozumieniem stron, więc właściciel klubu uknuł plan, który zakładał, że upokorzy piłkarza i zmusi go do odejścia.

– Mamy tu zawodnika, którego zatrudnił jeszcze trener Grembocki. Nazywa się Daniel Kokosiński. Ten obrońca okazał się bardzo słaby, chcieliśmy z niego zrezygnować, ale on nigdzie nie chce od nas odejść. Właśnie wokół tego Kokosińskiego stworzyliśmy klub nieudaczników. Nie chcemy, by psuli Młodą Ekstraklasę, nie chcemy, by zarażali młodych chłopaków swoją indolencją i nieudacznictwem” – powiedział w „Przeglądzie Sportowym” Wojciechowski.

Środkowy obrońca Polonii złamać się nie dał i postanowił, że wypełni kontrakt do końca. Rozpętał tym nie lada piekło.

W listopadzie 2009 roku nowy szkoleniowiec Polonii Jose Maria Bakero przesunął go do zespołu Młodej Ekstraklasy, a od lata 2010 roku do końca czerwca 2012 roku trenował indywidualnie, biegając po parku, schodach na stadionie i na lekkoatletycznej bieżni. Był to element tzw. „klubu Kokosa”.

Wielu kibiców zarzucało mu, że nie chce rozwiązać kontraktu, pasuje mu nic nie robienie i inkasowanie 20 tysięcy miesięcznie. Taka była również wersja prezesa Polonii. Sam Kokosiński twierdzi, że wiele razy prosił o wypożyczenie, lecz nie zgadzał się na to klub, by nie przyznać się do transferowej pomyłki. Zawodnik, na oczach całej Polski, został wyszydzony i zmieszany z błotem.

– Może wygrałbym sprawę i właściciel musiałby mnie przeprosić. Tyle bym z tego miał. Wiem, że wiele osób zarzucało mi, że uparłem się dla pieniędzy. Mało kto wie, że byłem jednym z najmniej zarabiających piłkarzy w Polonii. Nie wiem też, czy ktoś na moim miejscu zrezygnowałby tak łatwo – powiedział.

Ostatecznie sprawa zakończyła się tak, że Kokosiński opuścił Polonię latem 2012 roku, a Ireneusz Król, który kupił od Wojciechowskiego klub, wypłacił mu wszystkie zaległe należności. Za odzyskane pieniądze zawodnik kupił dwa mieszkania i trzy działki budowlane. Z Polonii Kokosiński wrócił do Znicza Pruszków, potem trafił do Bałtyku Gdynia. Od kilku miesięcy jest asystentem trenera Piotra Tworka w drugoligowej Kotwicy Kołobrzeg, gdzie od 2014 roku był grającym asystentem poprzedniego szkoleniowca Piotra Rzepki. Niedawno zrobił licencję trenerską UEFA A.

– Gdy przyszedł trener Tworek, stwierdziliśmy, że lepiej będzie, jeśli postawię na asystenturę, bo jako zawodnik na wyższy poziom już nie wskoczę. Przy nowym szkoleniowcu widzę, że na razie jestem tylko kandydatem na trenera, a nie trenerem. To świetny fachowiec, najlepszy, z jakim pracowałem. Czy odnajduję się w trenerce? Na początku trochę się przestraszyłem, gdy zorientowałem się, jaka to ciężka praca, jak wiele wyrzeczeń wymaga. Teraz już mi przeszło. Kiedyś miałem taką myśl, że może powinienem poszukać innej pracy i zapomnieć o piłce. Ale gdy wróciłem do treningów, do szatni, to cała miłość wróciła. Teraz życia bez piłki już sobie nie wyobrażam – tak swoją sytuację pod koniec 2015 roku skomentował Kokosiński w rozmowie z portalem Futbolfejs.pl

Wczoraj jego obecny klub rozegrał ligowe spotkanie z ekipą Polonii w 16. kolejce 2 ligi. Obie drużyny były w strefie spadkowej. Dla byłego zawodnika „Czarnych Koszul” to na pewno bardzo ważny mecz, pomimo tego, że nie mógł wziąć w nim czynnego udziału. Niestety Kotwica nie dała rady Polonii i starcie w Warszawie zakończyło się wynikiem 2:0. Tym samym klub ze stolicy awansował na 12. miejsce w tabeli, a kołobrzeżanie pozostają na 16. pozycji i muszą się postarać, żeby na koniec sezonu nie spaść do 3 ligi. Czy Kokosiński pomoże trenerowi Piotrowi Tworkowi sprowadzić drużynę na dobre tory?

 

Kamil Tokarczyk