O wczorajszym meczu napisano już wszystko: ogromna sensacja, wielki mecz Legii, z pewnością najważniejszy i najlepszy od lat. Ba, przecież „Legioniści” byli kilka minut od zwycięstwa, po którym już w ogóle staliby się legendami. Po takim spektaklu można wyróżnić kilku zawodników za ich indywidualne popisy. Na ustach wszystkich jest oczywiście Michał Pazdan, który wczoraj wspiął się na wyżyny swoich umiejętności i wrócił do formy z Euro w najlepszym możliwym momencie. „Mega propsy” należą się także formacjom ofensywnym Legii. No może poza Nikoliciem, który w ostatnim czasie jakoś zgasł.

W wychwalaniu pomijana jest chyba jednak najważniejsza postać Legii nie tylko wczoraj, ale w ogóle w ostatnich tygodniach. Mowa o nie tylko najlepszym graczu i bohaterze mistrzów Polski, ale i najlepszym obecnie gościu w swoim fachu w całej Lidze Mistrzów. Sami zobaczcie:

malarz

 

Widzicie, jakie bramkarskie tuzy wyprzedza Malarz? Nie mówimy oczywiście o Navasie, bo on z racji klubu, w którym gra, ma tych okazji do bronienia stosunkowo mniej, ale kilka nazwisk z powyższego rankingu budzi respekt. A wszyscy w powyższej statystyce muszą oglądać „plecy” doświadczonego Polaka.

Ale Arek nie przoduje tylko na boisku. Pokusimy się o stwierdzenie, że to dzięki niemu atmosfera w Legii się poprawiła, a sam klub piłkarsko i organizacyjnie zdaje się wychodzić z dołka. Wiele ostatnio działo się wokół polskiego zespołu: kiepskie wyniki, rozpierdole robione przed kibiców w kraju i za granicą czy albański pozer na stanowisku trenera. W tym wszystkim przez cały czas jakąś normalność i spokój zachowywał Malarz. Nigdy nie odmawiał wywiadów, nawet po takich meczach, po których piłkarz ma ochotę tylko jak najszybciej znaleźć się w kącie szatni i w płakać. Arek, gdy była potrzeba, uspokajał kibiców, a innym razem nie szczędził też ostrych słów o piłkarzach. Dodatkowo przez cały ten czas na boisku robił swoje, niejednokrotnie ratując klub przed blamażami i upokorzeniami.

Moim zdaniem w chwili obecnej najważniejszą postacią w Legii Warszawa nie jest Radović ani Vadis. Jest nią właśnie Malarz.

Sam powiedział, że jeszcze kilka lat temu był o krok od zawieszenia korków na kołku:

malarz2

Dziś kibice wręcz nie mogą doczekać się jego wyczynów w bramce w kolejnych meczach Legii w Lidze Mistrzów. Szacunek.