Nie jestem kibicem Legii i nigdy nie będę. Kibicowsko daleko mi do Warszawy. Legia po latach żenady polskiej piłki awansowała do Champions League. Po losowaniu mieliśmy wysyp pieprzonych śmieszków: „To będzie sześć klęsk”, „Przejdą do historii jako najgorsza drużyna w Champions League”. Wiecie, co sobie wtedy pomyślałem? To jest, do cholery, jedyna drużyna w ostatnich latach, która zasłużyła na to, żeby mieć szansę zbierać te baty od najlepszych. Zasłużyli sobie, bo od kilku lat ciułają te pieprzone punkty rankingowe, żeby mieć chociaż lekką przewagę nad rywalami w walce o elitę. Przez setki lat świetlnych nie udawało się, a „Steauy” pokazywały nam miejsce w szeregu. Każdego lata dodawaliśmy kolejny rok do niechlubnej statystyki. Nasze kluby nie były nawet blisko, poza dwumeczem z Celtikiem, który Legia przegrała przez organizacyjny fuckup. Komentarz po kolejne przegranej batalii – żenada. Z Irlandczykami udało się! Komentarze po losowaniu – będzie żenada i eurowpierdol. Najciekawsze jest to, że bezpośredni rywale ligowi dostawali baty z amatorami z Islandii i innych krajów, które w piłce znaczą niewiele. Szydera od morza aż do Tatr. Wszystko to wkurza bardzo.

Wiecie, co wkurza jeszcze bardziej? Największy polski serwis sportowy, który ze sportem ma już niewiele wspólnego, czyli dokładnie tyle samo co „z dobrym dziennikarstwem”, przed meczem w Madrycie jechał po mistrzu Polski w żenujący sposób. Przypominanie największych klęsk naszego futbolu w przeddzień starcia, o którym jeszcze kilka lat mogliśmy pomarzyć to szczyt żenady. Jedna wielka „radość” po słowach Zidane’a, który po prostu okazał szacunek rywalowi. Zrobił to z kurtuazji, ale i klasy.

Oczywiście wszystko to jest bardzo proste. Im większa polewka, tym większa klikalność. Reklamodawcy będą zadowoleni. Obok jakiegoś genialnego mema, gdzie treści jest zero, będzie reklama proszku czy samochodu. Prezes gazety będzie zadowolony, statystyki świetne. Czy teraz może dojść do klęski i te kretyńskie memy się sprawdzą? Może! Po meczu w Madrycie ta sama gazeta chwaliła Legię za 1-5. Teraz najlepsze. Najpierw cisną, że Ronaldo i reszta Galaktycznych pobiją rekord, a później klepanie po plecach po 1-5, gdzie piłkarze Realu nie byli nawet spoceni. Ze skrajności w skrajność. Taka wyrazistość na poziomie Ryśka z Klanu. Jeszcze większe „brawa” dla stażystów z największego portalu sportowego. Za chwilę jednak Legia w lidze zacznie seryjnie wygrywać i ta sama gazeta będzie właziła piłkarzom w tyłki, robiąc z nich herosów. To takie sranie do własnego gniazda.

W tym hejcie zarówno kibiców, jak i gazet najgorsze jest niezrozumienie bardzo ważnej rzeczy. Legia reprezentuje Polskę. Tak, reprezentuje nasz kraj w starciu z gigantem. Zapomnieliście, wy wszyscy wielcy eksperci, że pod herbem Legii jest biało-czerwony Orzeł! To nie jest starcie Legii z Lechem, Widzewem, Wisłą czy Śląskiem. To jest starcie polskiego zespołu z najlepszą drużyną na świecie.

To chyba jest nasza cecha, że jako naród najgłośniej śmiejemy się, jak ktoś się „poślizgnie na skórce od banana”, jak sąsiadowi ukradną samochód czy jak mu odwołają lot do Egiptu.

Wracając do tego wielkiego portalu to bardzo się cieszę, że zniknął ten idiotyczny tekst zachęcający do płacenia za dostęp do artykułów – „Cenicie sobie dobre dziennikarstwo…”. Przynajmniej się nie oszukują, ponieważ tego dziennikarstwa już tam od dawna nie ma. Skończyło się, kiedy zamiast o piłce, pisze się o laskach piłkarzy, a do dwóch linijek marnego tekstu dodaje się pokaz slajdów.

Krakus z Krakowa