W polskiej Ekstraklasie występuje aktualnie aż siedmiu Hiszpanów, choć jeszcze 10 lat temu przeciętny polski kibic nie podejrzewałby, że jakikolwiek przybysz z Półwyspu Iberyjskiego przyjedzie do naszego kraju grać w piłkę. Czy jednak jest sens przekopywać niższe ligi hiszpańskie w nadziei na znalezienie ukrytego diamentu, który choć nie przebił się ponad poziom III ligi w swoim kraju, to u nas będzie gwiazdą robiącą różnicę? Jak najbardziej, wystarczy spojrzeć na przykład Daniego Quintany.

Nie ma jednego utartego scenariusza na przebieg piłkarskiej kariery. Ten optymalny, czyli harmonijny rozwój od wieku juniorskiego, wczesne zadomowienie się w rozgrywkach seniorskich oraz systematyczne udowadnianie swojej wartości poprzez występy w coraz silniejszych klubach czy ligach, nie występuje w realnym świecie tak często, jak sami piłkarze by tego chcieli. Na karierę piłkarską wpływają dziesiątki czynników, a każdy z nich może zakłócić jej przebieg. Nie oznacza to, że taki „zagubiony” zawodnik nie może się rozwinąć z opóźnieniem. Stąd co jakiś czas pojawiają się historie o graczach, którzy szczyt swojej formy sportowej osiągnęli nawet grubo po trzydziestce, jak Wojciech Kędziora czy Jakub Szmatuła, obaj w wieku 35 lat, którzy w poprzednich rozgrywkach zagrali najlepsze sezony w swoich karierach. Takich uśpionych talentów, które jeszcze nie objawiły pełni swoich możliwości jeszcze więcej niż w Polsce musi być w Hiszpanii. Grunt to potrafić je znaleźć.

Ta sztuka udała się w przypadku Daniego Quintany. Hiszpan grający na pozycji ofensywnego pomocnika do 25. roku życia występował w wielu hiszpańskich klubach, ale nigdy nie przebił się ponad poziom III ligi. Co więcej, grając w takich tuzach jak Puzol, Ferrol Ontinyent CF czy UD Alizra nigdy nie zdobył więcej niż 5 goli w jednym sezonie. Przed przyjazdem do Polski w 2013 roku grał w trzecioligowym Gimnastic de Tarragona, gdzie w 20 meczach rundy jesiennej zdobył zaledwie dwa gole. Wiosną zawodnik przyjechał do Jagiellonii na testy, a po pomyślnym ich przejściu podpisał kontrakt. Konia z rzędem temu, kto przewidziałby wtedy, że nikomu nieznany grajek, jakich w Hiszpanii wielu, po kilku miesiącach będzie niekwestionowaną gwiazdą naszej ligi. W sezonie 12/13 zdążył zagrać w 15 meczach „Jagi”, notując 4 gole i 3 asysty w lidze oraz dwie bramki w pucharze. Naprawdę nieźle, choć szczyt formy miał dopiero nadejść. W sezonie 13/14 Quintana potwierdził swój nieprzeciętny potencjał. Udowadniają to suche liczby (15 goli i 13 asyst w lidze), a także styl, w jakim grał. Nienaganne prowadzenie piłki, świetna jak na polskie warunki technika oraz nieprzeciętna boiskowa inteligencja to cechy, które wyróżniały go spośród innych zawodników. Gdy Quintana miał dobry dzień, to dla swoich przeciwników okazywał się graczem absolutnie poza kontrolą, kimś z innej piłkarskiej planety. Tak było w pamiętnym laniu, jakie białostoczanie sprawili Ruchowi wygrywając 6:0. Quintana strzelił wtedy dwa gole i zanotował trzy asysty. A to przecież nie jedyny „one man show” w jego wykonaniu. W meczu z Piastem jego drużyna wygrała 4:3, a on zaliczył dwa gole i dwie asysty (skrót spotkania poniżej). Natomiast w ostatnim domowym meczu sezonu przeciwko Koronie (zakończonym wynikiem 4:4) na listę strzelców wpisał się dwukrotnie, dorzucając do tego jedno ostatnie podanie.

Czy takiego zawodnika można było w Jagiellonii zatrzymać? Nikt nie ma chyba złudzeń, że było to niemożliwe. Mimo tego Hiszpan miał pozostać jeszcze pół roku w Polsce, a odejść dopiero zimą. Sprawy nabrały jednak innego biegu i po rozegraniu sześciu spotkań w nowym sezonie postanowił skorzystać z intratnej propozycji, jaka przyszła z Arabii Saudyjskiej. Za rok gry w drużynie Al-Ahli Dżudda miał otrzymywać milion euro, natomiast „Jaga” zainkasowała za swojego gracza 500-700 tys. euro (różne źródła podają różne kwoty). Pobyt w Arabii nie okazał się jednak sielanką. Dani zagrał w oficjalnych meczach zaledwie siedem razy, a po kilku miesiącach rozwiązał kontrakt. Wielu spodziewało się, że wróci do Jagiellonii, bo tylko w tym klubie mógłby grać w bieżących rozgrywkach (według przepisów zawodnik nie może reprezentować więcej niż dwóch klubów podczas jednego sezonu). Piłkarz jednak nową umowę zdecydował się podpisać z azerskim potentatem, Karabachem Agdam, choć na debiut w zespole musiał czekać kilka miesięcy. Mimo tego, prawdopodobnie nie narzeka. Po rozegraniu 58 meczów ma na koncie 19 goli i 3 asysty, kwoty na koncie bankowym raczej muszą się zgadzać, a sportowo też jest nieźle. W minionym sezonie został mistrzem Azerbejdżanu, a w tym Karabachowi już udało się zakwalifikować do fazy grupowej Ligi Europejskiej.

Czy któryś z nowych Hiszpanów w lidze polskiej ma szansę stać się nowym Quintaną? Na odpowiedź musimy poczekać przynajmniej do końca rundy, choć na ten moment niewiele na to wskazuje. Nie można jednak wykluczyć, że któryś z nowych nabytków Śląska lub Korony w pewnym momencie odpali. A może poszukiwania następcy Quintany nie będą konieczne. Zawodnik przed odejściem z klubu obiecał, że za kilka lat wróci jeszcze na Słoneczną, aby grać dla Jagiellonii.