Te czasy, kiedy do Łodzi przyjeżdżało AS Monaco, na boisko wychodzili Barthez, Sagnol, Giuly, Henry i Trezeguet, a mecz rozpoczynał się od gola piętą dla ŁKS-u… I choć faworyt z Francji pozbierał się po tym ciosie i w drugiej połowie strzelił łodzianom trzy bramki, to ci absolutnie nie mieli czego się wstydzić. A wręcz przeciwnie – gol Matysa to przecież klasa światowa.

W rewanżu Monaco dokonało formalności, choć twarde warunki łodzian przyniosły jedynie bezbramkowy remis. To jednak wystarczyło do zakończenia przygody ŁKS-u z Pucharem UEFA już w pierwszej rundzie. Oj, nie mieli wtedy szczęścia ełkaesiacy w losowaniach… Szczególnie jeśli wspomnieć, że do Pucharu UEFA trafili po tym, jak w eliminacjach do Ligi Mistrzów wyeliminował ich sam Manchester United.