Historia naszego dzisiejszego bohatera to dość osobliwy przypadek. Nieczęsto bowiem zdarza się by wprost z polskiej ligi wylądować w najwyższej lidze angielskiej. Nie każdy może też pochwalić się w swoim piłkarskim CV takimi wpisami jak występy w barwach Celticu Glasgow, dwóch klubach Serie A czy wspomnianej Premier League. A to wszystko w wieku 26 lat, czyli jeszcze przed osiągnięciem optymalnego dla piłkarza wieku! Bajka? Nic podobnego. Aleksandar Tonev, bo o nim mowa, ostatniego gola w piłce klubowej strzelił Piastowi Gliwice, a jego wartość na rynku transferowym jest niższa niż choćby jego kolegi z reprezentacji, Spasa Deleva.

Występujący najczęściej na pozycji lewoskrzydłowego Tonev do Polski trafił w wieku 21 lat w 2011 roku. Z CSKA Sofia pozyskał go Lech Poznań, szukający w tamtym czasie piłkarza, który mógłby zastąpić sprzedanego Sławomira Peszkę. Tonev rozegrał dobry sezon w lidze bułgarskiej, chociaż jego liczby nie rzucały na kolana. Jak miało się później okazać, była to jedna z głównych wad tego piłkarza. Nie potwierdzał swojego talentu najważniejszymi statystykami. W swoim debiutanckim sezonie na boiskach Ekstraklasy zagrał aż 28 razy, jednak zaznaczyć należy, że 11 razy wchodził na boisko jako rezerwowy. W tym czasie udało mu się strzelić trzy gole i zanotować dwie asysty. W kolejnym sezonie nieco poprawił swój bilans. Tym razem w 27 meczach ukłuł czterokrotnie, a asystował trzy razy. Liczbami zatem nawet nie zbliżył się do Peszki. Gdyby jednak oceniać urodę bramek, które zdobywał, to Bułgar byłby jednym z najwartościowszych piłkarzy Ekstraklasy. Soczyste uderzenia zza pola karnego w okolice okienka bramki stały się jego znakiem firmowym.

Po zakończeniu sezonu 12/13 wybuchła prawdziwa transferowa bomba. Klub ogłosił, że Tonev odchodzi do Aston Villi. Według portalu transfermarkt.pl Lech uzyskał za swojego zawodnika 3,2 mln €, czyli niemal dziesięciokrotnie więcej niż zapłacił za niego dwa lata wcześniej. Z Bułgarskim skrzydłowym zespół z Birmingham wiązał spore nadzieje, czego dowodem mogą być występy w lidze od samego początku sezonu. O ile na inaugurację z Arsenalem jeszcze nie zagrał, to już w kolejnych meczach przeciwko Chelsea, Liverpoolowi i Newcastle pojawił się na boisku wchodząc z ławki, a w spotkaniu z Norwich wystąpił już od pierwszej minuty. Tonev dostał więc od trenera Paula Lamberta spory kredyt zaufania. Jego wartość na rynku transferowym poszybowała jeszcze bardziej w górę, przekraczając poziom 4 mln €. Wszystko było w nogach samego zawodnika, jednak nie wykorzystał on swojej szansy. W sumie zagrał dla The Villans 17 razy nie strzelając gola i nie notując asysty.

Nic więc dziwnego, że klub zdecydował się wypożyczyć nieefektywnego gracza. Z początkiem sezonu 14/15 Tonev zameldował się na Celtic Park. Wydawać by się mogło, że to świetne miejsce dla szukającego formy i ogrania na Wyspach Brytyjskich ofensywnego zawodnika. Celtic w praktycznie każdym meczu ligowym tłamsi rywali – nic tylko grać, strzelać i asystować. Nic takiego jednak nie miało miejsca. Nasz bohater zagrał tylko 13 razy i zanotował w tym czasie zaledwie jedną asystę. Naprawdę głośno zrobiło się o nim tylko raz – kiedy w meczu przeciwko Aberdeen piłkarz drużyny przeciwnej, Shay Logan, oskarżył Bułgara o rasistowskie wyzwiska. Tonev miał nazwać przeciwnika „czarną ci*ą” za co został zdyskwalifikowany na 7 meczów. Chociaż klub stał murem za swoim zawodnikiem, to po zakończeniu karencji w styczniu Tonev nie znalazł się już ani razu w kadrze meczowej. Wiosnę 2015 roku mógł spisać na straty.
tonev-logan
Po powrocie z wypożyczenia Aston Villa, co oczywiste, nie zdecydowała się przedłużyć kontraktu z byłym lechitą. Pod koniec sierpnia dołączył do występującej w Serie A drużyny Frosinone Calcio. Tonevovi nie udało się pomóc zespołowi w zrealizowaniu celu jakim było utrzymanie we włoskiej ekstraklasie. Jedna asysta w 22 występach chluby z pewnością też nie przynosi. Mimo to skrzydłowy ponownie znalazł zatrudnienie w klubie Serie A. Tym razem jest to FC Crotone, które po siedmiu rozegranych kolejkach zamyka tabelę włoskiej ligi.

Nieco lepiej 26-latkowi wiedzie się w reprezentacji Bułgarii. Jest powoływany w miarę regularnie, a w tym roku strzelił już dwa gole. Głośniej zrobiło się o nim podczas ostatniej serii spotkań w ramach eliminacji Mistrzostw Świata, kiedy to złamał serca luksemburskim kibicom. Bułgaria męczyła się niemiłosiernie z europejskim outsiderem, w 90. minucie wynik brzmiał 3:3, jednak gol Toneva w doliczonym czasie gry dał Bułgarom trzy punkty.

Chociaż Aleksandar Tonev wyrasta na speca od marnowania szans, a jego wartość na rynku transferowym pikuje w dół, to jego sytuacja wcale nie jest taka zła. Po pierwsze, mimo sporego doświadczenia, wciąż ma dopiero 26 lat. Przed nim jeszcze wiele sezonów gry, podczas których może się odbudować. Po drugie, mimo sporego dołka, wciąż na co dzień występuje na boiskach jednej z najsilniejszych lig Europy. Jeśli w końcu wykorzysta swoją szansę, to jeszcze może wznieść swoją karierę na wyższy poziom.

fot. Action Images