Październik 1998 roku, Wisła Kraków podejmuje u siebie Parmę. II runda Pucharu UEFA, mecz kończy się wynikiem 1-1. Jednak to nie twarde warunki postawione przez „Białą Gwiazdę” zajmują delegatów UEFA. Daleko bardziej interesujący jest fakt zranienia włoskiego pomocnika Dino Baggio, który został uderzony rzuconym z trybun… nożem. Sprawa dla Włocha kończy się jedynie zadraśnięciem. Poważniejsze konsekwencje czekają klub z Reymonta. Jednym ze skutków tego zdarzenia jest wykluczenie Wisły Kraków przez UEFA na jeden sezon z europejskich pucharów.

Oznacza to, że mimo zdobycia przez zespół mistrzostwa Polski w 1999 roku, nie mógł on wziąć udziału w kwalifikacjach do Ligi Mistrzów. Zastąpił ich wicemistrz – Widzew Łódź. Mamy więc trzecie z rzędu podejście klubu z Łodzi (dwa lata wcześniej także Widzew, rok – ŁKS) i co ma okazać się już za parę chwil: kolejne nieudane.

Mało tego, już w pierwszej rywalizacji łodzianie otarli się o kompromitację. Tak trzeba by traktować odpadnięcie z Liteksem Łowecz, który w pierwszym meczu rozniósł nasz zespół wynikiem… 4-1! Niemal w pojedynkę rozstrzelał nas wówczas Swetosław Todorow, którego później czekała przygoda z angielską piłką. Jedynego gola dla Widzewa zdobył w 89. minucie Artur Wichniarek, wykorzystując rzut karny.

Całe szczęście w rewanżu role się odwróciły i to Widzew pokonał rywali 4-1. Jedyną bramkę dla Bułgarów zdobył niezawodny Todorow, dla nas dwukrotnie trafił Wichniarek, a po razie Gęsior oraz Michalski. Świetny wolej tego ostatniego przesądził o doprowadzeniu do dogrywki. Niemniej dramatyczny przebieg miały rzuty karne. W nich zawiedli nasi wcześniejsi bohaterzy: Wichniarek i Michalski. Widzew przegrywał już 0-2 i ponownie był jedną nogą za burtą kwalifikacji, by kolejny raz otrząsnąć się i zwyciężyć 3-2. Decydującą „jedenastkę” wykorzystał Maciej Terlecki.

W ostatniej rundzie eliminacji los skojarzył Widzew z włoską Fiorentiną. Trzecia drużyna Serie A miała w swoim składzie kilku naprawdę klasowych zawodników (wystarczy wspomnieć Francesco Toldo, Rui Costę czy Gabriela Batistutę), ale nie wydawała się stanowić zapory nie do przejścia. Wszak było to innego rodzaju wyzwanie niż batalia ŁKS-u z Manchesterem Łódź, która miała miejsce rok wcześniej. Nie oznacza to, broń Boże, że Widzew stawiany był w roli faworyta. O różnicy między zespołami może świadczyć fakt, że przed owym sezonem Fiorentina próbowała wykupić Davida Beckhama za… bagatela, 50 milinów dolarów. W sercach polskich kibiców tliła się jednak nadzieja – a nuż uda się sprawić niespodziankę?

Włosi pozbawili nas złudzeń dość szybko. 3-1 w pierwszym meczu, 2-0 w rewanżu. Oczywiście w plecy. Wystarczy powiedzieć, że żaden z łodzian nie wpisał się na listę strzelców. Jedyna bramka dla polskiego zespołu była samobójczym trafieniem Adaniego. Cóż, po raz trzeci z rzędu wracamy do domów z podkulonym ogonem. Fiorentina zaś przebrnęła przez pierwszą fazę grupową (za plecami Barcelony, lecz przed Arsenalem), a zatrzymała się w drugiej, gdzie nie dała rady Manchesterowi United oraz Valencii. Ta ostatnia dotarła do finału, w którym uległa 0-3 Realowi Madryt.

Widzewowi nie poszło też w Pucharze UEFA, gdzie ramię w ramię z Legią Warszawa i Amicą Wronki odpadł w II rundzie. Za silne dla naszych ekip okazały się odpowiednio AS Monaco, Udinese oraz Atletico Madryt.