Pamiętacie jeden z najbardziej dramatycznych finałów Champions League? United jeszcze na minutę przed końcem meczu przegrywa 0-1 z Bayernem, by po dwóch bramkach w końcówce unieść trofeum w górę. Tak, ten mecz znają wszyscy – nawet ci, którzy nie mieli szczęścia go oglądać. Nie każdy jednak wie, że Manchester swoją drogę po tytuł rozpoczął od… wyeliminowania ŁKS-u Łódź.

Choć Widzew w sezonie 1997/98 nie obronił mistrzostwa Polski, to piłkarze ŁKS-u zadbali, by puchar nie ruszył się z Łodzi. Sezon ten został przez piłkarską Polskę zapamiętany z jeszcze jednego powodu: to wówczas fatalny wypadek motocyklowy odniósł najlepszy strzelec ŁKS-u Marek Saganowski.

Do podboju Europy ŁKS podszedł osłabiony nie tylko jego brakiem. Z drużyną pożegnał się będący odkryciem poprzedniego sezonu Tomasz Kłos (w rundzie jesiennej obrońca zdobył 8 bramek w 16 meczach!). Całe szczęście rywal z pierwszej rundy kwalifikacyjnej nie sprawił nam żadnych trudności. Azerskie Kapaz Gandża odprawiliśmy wynikiem 7-2 w dwumeczu, a koncert gry dali Mirosław Trzeciak i Tomasz Wieszczycki. Niestety, wkrótce później ten pierwszy także opuścił ŁKS, wyjeżdżając do hiszpańskiej Osasuny.

Szczęście opuściło nas podczas losowania do drugiej – zarazem ostatniej – fazy kwalifikacji. Łodzianie trafili na najmocniejszego z potencjalnych rywali: Manchester United. Prowadzona przez sir Alexa Fergusona drużyna była naszpikowana gwiazdami. Bramki strzegł Duńczyk Peter Schmeichel, w obronie prym wiedli bracia Neville, a za kreowanie ataków odpowiadali tacy piłkarze jak Roy Keane, David Beckham, Ryan Giggs czy Paul Scholes. Można poddać się już przed pierwszym gwizdkiem?

W przypadku ŁKS-u z pewnością nie można mówić o kompromitacji, choć nie sposób nie odnieść wrażenia, że dwumecz był dla Anglików jedynie formalnością. Po zwycięstwie na Old Trafford 2-0 w rewanżu mogli pozwolić sobie na postawę „awansować jak najmniejszym nakładem sił”. Jeśli dodać do tego ambitną postawę łodzian otrzymamy ciekawy rezultat: 0-0 na stadionie w Łodzi. Tym samym ŁKS został jedyną drużyną, która w tej edycji LM nie straciła gola w meczu z Manchesterem.

United rusza więc po tytuł, a Polacy po raz drugi z rzędu lądują poza Ligą Mistrzów. Wynik ten premiował oczywiście polską drużynę do rozgrywek Pucharu UEFA, ale tam odpadli już w pierwszej rundzie ulegając AS Monaco 1-3. Gwoli sprawiedliwości, i tym razem trafili na nieprzyjemnego przeciwnika, który w swoich szeregach miał świeżo upieczonych mistrzów świata: Bartheza, Henry’ego czy Trezegueta. Piłkarzy ŁKS-u nie stać na sprawienie sensacji, a ciążąca nad naszymi zespołami klątwa zaczyna się dopiero rozkręcać.