Film, który zna niemal każdy fan polskiej piłki. Legendarny wywiad, klasyk polskiego Youtube’a i absolutny must-see dla każdego szanującego się kibica. Wypowiedź Grzegorza Skwary na stałe wpisała się do kanonu legend niższych lig i ilekroć mamy gorszy dzień, puszczamy sobie to nagranie. Poprawa humoru gwarantowana. Nie wszyscy jednak wiedzą w jakich okolicznościach doszło do udzielenia historycznego wywiadu. Zatem – przypomnijmy sobie.

Przenieśmy się do roku 2008. Powoli kończy się maj, za chwilę zaczyna czerwiec. Niebawem sezon dobiegnie końca i na zielonych boiskach trwa zażarta walka o końcowy wynik. Już za chwlę poznamy ostateczne rozstrzygnięcia. Śledzimy sytuację w trzeciej grupie III ligi (po reorganizacji rozgrywek – dzisiejsza II liga). Raków Częstochowa toczy zażarty bój o awans z GKP Gorzów Wielkopolski. Stawką awansu – bezpośrednie zaplecze Ekstraklasy.

Raz liderem jest Raków, za chwilę inicjatywę przejmuje zespół z Gorzowa. Drużynie z Częstochowy w wywalczeniu awansu próbuje pomóc Grzegorz Skwara. Piłkarz, który do klubu przybył w wieku 15 lat i spędził w nim kolejne dziesięć sezonów. Później zaliczył krótki epizod w Szwajcarii, trafił do Ekstraklasy (grał w Ruchu Chorzów i Górniku Łęczna). Dla tych drugi zdobył nawet pierwszą bramkę w historii ich występów w Ekstraklasie, a także tam na jego nazwisku pojawiła się plama. Piłkarz został oskarżony o przyjęcie łapówki przed meczem ze Świtem Nowy Dwór Mazowiecki, do czego później się przyznał. Był także autorem gola-kuriozum w meczu z Polonią Warszawa, który zapewne niedługo zagości na kartach naszego przeglądu bramek sprzed lat. Następnie pograł parę lat w KSZO Ostrowiec Świętokrzyski i po pół roku w Grecji powrócił do Rakowa. Z jednym celem – wywalczyć upragniony awans do II ligi.

Przed ostatnią kolejką bliżej awansu jest Gorzów, który o jeden punkt wyprzedza częstochowian. Gra jest wciąż oczywiście otwarta. Tym bardziej, że GKP gra na wyjeździe z bijącym się o utrzymanie Rozwojem Katowice, a Raków podejmuje pogrzebaną już dawno Arkę Nową Sól.

Pierwsze 20 minut jeszcze bardziej wzmaga emocje. Skwara wyprowadza Raków na prowadzenie, a po chwili Trepka podwyższa na 2-0. Wydaje się więc, że drużyna spod Jasnej Góry gładko przejedzie się po rywalach i jeżeli GKP nie wygra swojego spotkania – to im przypadnie awans. Oglądu sprawy nie zmienia nawet kontaktowa bramka dla Arki. Wszyscy są przekonani, że Raków kontroluje sytuację.

Kolejny wybuch radości kibiców z Częstochowy ma miejsce w 52. minucie, gdy stadion obiega komunikat: Rozwój prowadzi z GKP 1-0. Upragniony awans jest już bardzo blisko! Entuzjazm za chwilę jednak nieco stygnie, bo Gorzów strzela wyrównującego gola. To jednak wszystko, na co ich stać i spotkanie kończy się remisem 1-1. Oznacza to, że Raków awansuje, bo przecież nikt nie wyobraża sobie, żeby przy takim układzie zdarzeń roztrwonić przewagę z pewnym spadkowiczem, prawda? Tym bardziej, że w pierwszej rundzie rozgromili ich 5-0.

Nic z tych rzeczy. W 82. minucie sędzia dyktuje drugi rzut karny dla Arki, który ponownie na bramkę zamienia Romańczuk. Za chwilę jest już 3-2 dla Nowej Soli, gdy piłkę do siatki kieruje Rośmiarek. Szok i niedowierzanie w szeregach częstochowian. Po chwili arbiter kończy spotkanie, a schodzącego do szatni Skwarę dziennikarz prosi o kilka słów komentarza. To w tamtej chwili padają słowa, których odsłuchiwanie nie skończy się ani za tydzień, ani za miesiąc. Po upływie dobrych kilku lat (przecież to już prawie dziesięć!) film wcale nie straci na popularności. I w sumie nie ma się co dziwić – ciężko o bardziej szczere i emocjonalne podsumowanie spotkania wieńczącego sezon. I to z ust piłkarza, który był w samym centrum wydarzeń, który walkę o awans ze swoim klubem traktował co najmniej priorytetowo.

Cóż, Raków pozostaje w III lidze, zmaga się z łatką „dziadów” i w przyszłym sezonie muszą udowadniać, że nie są beznadziejni i potrafią grać w piłkę. I żałujemy tylko, że dziennikarz nie poszedł za radą Skwary i nie zapytał bramkarza, nie zapytał Foszmańczyka, nie zapytał tych innych, ku*wa, chłopaków, co, ku*wa, zrobili. Zapewne też mieli wiele ciekawego do powiedzenia.

I brawa dla Gorzowa!