Leo Beenhakker. Człowiek, który pozbierał to, co zostało z naszej kadry po mundialu w Niemczech i wprowadził do Euro 2008. Człowiek, za którego kadencji Cristiano Ronaldo nie potrafił minąć Pawła Golańskiego, a kiedy sfrustrowany zmienił stronę boiska, zatrzymał go Grzegorz Bronowicki. Człowiek, który z Grzegorzem Rasiakiem w ataku pokonał Portugalczyków 2-1, a po rewanżowym zremisowanym meczu z czołową europejską drużyną okrzyknięty został cudotwórcą. W porównaniu z obecną reprezentacją Holender nie dysponował zbyt silnym składem, a mimo to wywalczył awans z trudnej grupy z Portugalią, Serbią i Belgią.

Początek eliminacji nie zwiastował jednak nic dobrego. Na „dzień dobry” zaliczyliśmy trzy gongi od Finów i jedynie Łukasz Garguła uratował resztki honoru kadry. Później było już tylko lepiej, a punktem zwrotnym było wspomniane ogranie Portugalczyków. 17 listopada 2007 roku zwycięstwem 2-0 z Belgami zapewniliśmy sobie awans do Euro w Austrii i Szwajcarii. Leo zdecydowanie był szkoleniowcem, który potrafił wyciągnąć maksa z każdego zawodnika. To za jego kadencji swoją szczytową formę osiągnęli tacy gracze jak Ebi Smolarek, Radek Matusiak, opisani wcześniej Bronowicki z Golańskim, Wojciech Kowalewski cz nawet Wojciech Łobodziński. Pozwalał uwierzyć zawodnikom we własne możliwości, a ci odpłacali mu się świetną grą.

Po klęsce na Euro Leo dostał kredyt zaufania, lecz w grze reprezentacji ewidentnie coś się zacięło. Gęstniała także atmosfera wokół niej. Jesienią zanotowaliśmy remis ze Słowenią i porażkę ze Słowacją, zimą pokonała nas Irlandia Północna. Na domiar złego pojawiało się coraz więcej głosów sugerujących, że Beenhakker nie poświęca się w pełni pracy z kadrą. Jego energię miała przede wszystkim pochłaniać współpraca z Feyenoordem Rotterdam, ukochanym klubem Holendra. To właśnie on był ostatnim trenerem, który zdołał doprowadzić go do triumfu w Eredivisie.

Jeszcze za czasów Michała Listkiewicza i za jego zgodą, Beenhakker został tymczasowym trenerem Feyenoordu. Prowadził go niecałe dwa tygodnie, a sytuacja miała miejsce w 2007 roku. Dwa lata późnej, gdy prezesem został Grzegorz Lato, holender nie otrzymał pozwolenia na dalszą współpracę z klubem. Lato żądał całkowitego poświęcenia się drużynie narodowej. Trudno się dziwić więc niesmakowi, jaki wywołała informacja, że… Leo został ogłoszony doradcą technicznym Feyenoordu. Selekcjoner „biało-czerwonych” tłumaczył się, że nie jest to naruszeniem umowy z PZPN, bo działalność wynika z jego miłości do drużyny z de Kuip i za swoją pracę nie pobiera wynagrodzenia. O ile przy satysfakcjonujących wynikach kibice i włodarze przymknęliby oko na zachowanie Leo, tak teraz mogło stać się ono dla niego przysłowiowym gwoździem do trumny.

Nic więc dziwnego, że kolejne potknięcie zaowocowało zwolnieniem holenderskiego szkoleniowca. Remis z Irlandią Północną, a zaraz potem dotkliwe 0-3 ze Słowenią były ostatnimi spotkaniami kadry z Leo na ławce. Rozstanie przebiegło zresztą w bardzo nieciekawej, budzącej niesmak atmosferze. O zwolnieniu Beenhakkera Lato jako pierwszego poinformował… Jacka Kurowskiego, któremu udzielał telewizyjnego wywiadu.

Kamera w szatni po ostatnim spotkaniu zarejestrowała także moment, w którym Lato z Beenhakkerem podają sobie ręce. Holender wygląda na zażenowanego, a Lato ucieka wzrokiem. Z prezesem do szatni wchodzą także Olkowicz i Kręcina. Ten pierwszy chwieje się w sposób widoczny… W późniejszych wywiadach były trener Realu Madryt nie krył tego, że nie podobał mu się sposób, w jaki został pożegnany. Narzekał też na szkolenie młodzieży w naszym kraju, sieć układów, wskazując to jako powód tego, że „ucieka nam Europa”. Lato nie pozostawał mu dłużny, odpowiadając, że nie powinien wypłacić Beenhakkerowi reszty pensji.

Szkoda było żegnać się w taki sposób z człowiekiem, który dwa lata wcześniej nazywany był zbawicielem polskiej piłki. Jak to zwykle bywa w takich sytuacjach: obie strony nie były święte. Warto pamiętać jednak, że za kadencji Leo zajmowaliśmy najwyższe, 16. miejsce w rankingu FIFA, odnieśliśmy też najwyższe zwycięstwo: 10-0 z San Marino. Jednak obecny selekcjoner, Adam Nawałka już osiągnął tyle co Holender, a mamy nadzieję, że wynikiem we Francji przyćmi go całkowicie!